... Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej,

i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego.

Łuk. 10:27

Środki psychotropowe - pytania do Berean Call

Z pytań do Dave'a Hunta 

(poniższa publikacja ma swoje źródło w arykule, który jest dostępny pod tym linkiem: " O Wcieleniu".  Przyp. red.)

Mocno pan przesadził, wypowiadając się na temat, na którym się pan nie zna. Lepiej niech się pan trzyma wykładania Pisma, a unika dziedzin mało związanych z celem istnienia The Berean Call. Są ludzie, którzy naprawdę potrzebują prozaku, litu i innych leków i którym one służą. Twierdzenie, że ludzie ci ich nie potrzebują i że mają za mało ufności do Pana, obarczy wielu poczuciem winy. Wielu poczuje się zranionymi. Niech pan jeszcze zaleci, żeby cukrzycy zrezygnowali z insuliny! Jeśli jako chrześcijanie jesteśmy bezpieczni od schorzeń mózgu, to pewnie jesteśmy też odporni na grypę!
Zgadzam się, że nie istnieją chemiczne rozwiązania problemów duchowych, ale... Wspomniane leki stosuje się nie tyle w celu zaradzenia poważnym problemom duchowym, ale w celu zaleczenia poważnych zaburzeń emocjonalnych. [...] Oskarżanie tych z nas, którzy bez własnej winy są utrapieni takimi zaburzeniami, o problemy duchowe jest okrucieństwem i bezdusznością, [...] czynem niebezpiecznym i grzesznym. Nie do pana należy diagnozowanie chorób umysłu (które bez względu na pańskie zdanie istnieją). Choć nigdy nie poradziłabym nikomu, aby leki takie zażywał, doznałam dzięki nim prawdziwej ulgi. [...] Niech pan odwoła to, co napisał.

Ciągle przekonujemy się, jak trudno nieraz uniknąć poważnych nieporozumień. Pozwolę sobie coś wyjaśnić: Nie osądzaliśmy nikogo, kto przyjmuje takie leki, ani też nie stwierdziliśmy, że leków tych nie potrzebuje i że powinien jest od razu odstawić (zamieściliśmy nawet co do tego słowo ostrzeżenia). Nie sugerowaliśmy też, że chrześcijanom nie grożą schorzenia mózgu ani też że schorzenia mózgu to skutek niewiary czy problemów duchowych (zwróciliśmy nawet uwagę, że „mózg jako narząd  fizyczny jest narażony na różne, nawet poważne uszkodzenia”). Nie podejmowaliśmy też próby diagnozowania chorób (podkreśliliśmy nawet, że „wszelkie zmiany leczenia należy przeprowadzać pod nadzorem lekarza”).
Owszem, powiedzieliśmy, że wszystkie problemy rodzaju ludzkiego są owocem jego oddzielenia od Boga, mają więc podłoże duchowe. Z pewnością gdyby Adam i Ewa (i wszyscy ich potomkowie) nie zgrzeszyli, nie znalibyśmy dziś problemów ani dolegliwości umysłowych. Nie sugerowaliśmy jednak, że każdy taki problem to wynik grzechu osoby przezeń utrapionej.
Prawdą jest, że często podkreślamy różnicę pomiędzy mózgiem jako organem fizycznym, który może doznawać urazów czy schorzeń, a zatem potrzebować pomocy medycznej, a  umysłem, który nie jest fizyczny. Stąd określenie „choroba umysłowa” jest nielogiczne i może często służyć jako usprawiedliwienie grzechu, sposobność do unikania moralnej odpowiedzialności i okazja do „leczenia” grzechu jako „problemu psychologicznego”, wymagającego terapii, a nie skruchy i pomocy Bożej.
(Prosiłbym również, aby nie porównywać insuliny, działającej od karku w dół, z lekami, które oddziałują na mózg. Trzeba pamiętać, że nikt nie potrafi ocenić, jakie szkody środki te wyrządzają mózgowi!).
To prawda, że nie jestem ani lekarzem, ani farmaceutą - nasze wnioski nie wymagają jednakże takiej wiedzy. Zasugerowaliśmy tylko, że co najmniej w niektórych wypadkach poleganie na jednym czy kilku lekach może zastąpić naszą ufność do Pana - a do niej właśnie chcieliśmy zachęcić. Myślę, że chrześcijanie się z tym zgodzą.
Nawet niewierzący zauważają problemy związane z farmakologicznym sposobem usuwania stresu czy cierpień psychicznych. Znana psychoanalityczka Elizabeth Zetzel uważa przetrwanie przez daną osobę przez niepokój i depresję za istotny czynnik w zdrowym rozwoju emocjonalnym. Przestrzega ona przed sztucznym poprawianiem sobie nastroju pigułką, która może pozbawić człowieka okazji umacniającego przeżycia, niezbędnego do osiągnięcia prawdziwego rozwiązania. O ileż bardziej uwagi te sprawdzą się w wypadku chrześcijan, którzy nieraz zbyt łatwo ulegliby pokusie bezbolesnego wyjścia z sytuacji za pomocą leku, tracąc w ten sposób cenną lekcję wytrwałości i wiary, jakiej chce im udzielić Bóg! Nie stawialiśmy diagnoz, nikogo też nie oskarżaliśmy. Zachęcaliśmy jedynie do rozważenia takiej możliwości i postępowania wedle prowadzenia Pana.
Zamieściliśmy też pewne przestrogi, gdyż rzekome „cudowne środki” są nader często wynoszone pod niebiosa, a nazbyt rzadko jasno krytykowane. Nie zapominajmy, że podobnie jak dziś prozak, tak jakiś czas temu świat medyczny i osoby ją zażywające polecały kokainę i jej korzystny wpływ! Kokainę zażywał, głośno zachwalał i przepisywał innym Freud. Dopiero później zakazano jej używania. Nie ma tu miejsca na drukowanie długiej listy środków, które jeszcze całkiem niedawno przez kilka lat wysoko ceniono, by później zupełnie zakazać ich używania bądź poważnie je ograniczyć z powodu ich szkodliwości, którą chcąc nie chcąc musiano uznać. Wielu psychiatrów „lekiem-cudem” okrzyknęło LSD, które przez lata było w użytku, aż do zakazu wydanego przez rząd amerykański w 1966 roku. Po dziś dzień są lekarze domagający się jego legalizacji.
Odnotowano liczne przypadki samobójstw, zabójstw i rozmaitych problemów, których zaistnienie przypisuje się właśnie prozakowi. Środek ten otrzymał licencję w 1988 roku, a już w lutym 1990 roku w piśmie American Journal of Psychiatry psychiatra prowadzący pracę badawczą dr Martin Teicher udokumentował „sześć przypadków pacjentów cierpiących na depresję, którzy w okresie od dwóch do siedmiu tygodni od rozpoczęcia kuracji prozakiem zaczęli cierpieć na gwałtowne myśli samobójcze. Czworo usiłowało się zranić lub zabić. Przymus ten zanikał po odstawieniu prozaku” (Time 30 VII 1990, s. 54). W roku 1991 na terenie Ameryki zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu „grupy wsparcia ofiar prozaku”, grupujące tych, którzy niegdyś go zażywali, bądź ich spadkobierców. Do końca roku 1992 przeciwko producentowi prozaku Eli Lilly wytoczono już 170 spraw sądowych. Czy taka informacja nie skłania do ostrożności?
W artykule przypomnieliśmy też, że mózg to najbardziej złożony mechanizm we wszechświecie i że NIKT NIE WIE, JAKI JEST FAKTYCZNY PEŁNY SKUTEK DZIAŁANIA TYCH LEKÓW NA MÓZG, ZWŁASZCZA NA DŁUŻSZĄ METĘ. Przepisywanie przez lekarza prozaku (bądź ritalinu czy podobnych środków) w niczym nie przypomina więc pracy inżyniera zdolnego precyzyjnie zreperować maszynę. Taką a nie inną receptę wypisuje się nie na podstawie diagnozy mózgu, lecz najczęściej na podstawie objawów behawioralnych. Prozak serwuje się na wszystko: od „niskiej samooceny” i „depresji zimowej” aż po otyłość, anoreksję, bulimię, fobie, niepokój, zespół chronicznego zmęczenia, migreny, artretyzm. Prozak służy jako środek nie do zapewniania mózgowi „równowagi” (de facto wywołuje on  nierównowagę, wpływając na poziom serotoniny i dopaminy), ale do sztucznego wytwarzania dobrego nastroju.
Breggin to nie jedyny psychiatra krytykujący „psychiatrię biologiczną”, czyli używanie substancji chemicznych do zmiany nastroju. Jest wielu innych, jak choćby autorzy dziewięciu esejów zawartych w wydanej w 1995 roku książce Pseudoscience in Biological Psychiatry (Pseudonaukowość psychiatrii biologicznej). Artykuły krytyczne ukazały się też w pismach psychiatrycznych i psychologicznych. Na przykład w Psychology Today z września/października 1995 zamieszczono długi artykuł, zakończony wnioskami, że „dwie trzecie przypadków [we wszystkich badaniach] [...] radzi sobie równie dobrze przy użyciu placebo co przy użyciu aktywnych środków medycznych”. Nie istnieją wyniki badań, które potwierdzałyby ponad wszelką wątpliwość, że prozak i podobne leki dają lepsze rezultaty niż placebo. A zatem nawet jeśliby uznać Boga tylko za placebo, to w dwu trzecich przypadków pacjent wyszedłby równie dobrze na ufaniu Bogu jak na ufaniu lekowi. Czyżby łatwiej było zaufać pigułce, i to nawet placebo, niż Bogu?
Skuteczność tych leków jest wciąż przedmiotem wątpliwości, które nie zostały bynajmniej rozstrzygnięte. Elizabeth Wurtzel, autorka książki Prozac Nation, która zażywa prozak od chwili dopuszczenia go do sprzedaży i nie jest w stanie go odstawić, pisze: „Silna, nieodparta depresja nie da się żadnym środkom chemicznym. [...] Nawet przy zażywaniu prozaku i litu zdarzało mi się ulegać głębokim depresjom”.
Nie jest też prawdą, że The Berean Call nie powinno interesować się tematem substancji chemicznych używanych jako leki i że nie ma to nic wspólnego z Pismem Świętym. Nowy Testament czterokrotnie wspomina o czarach, potępia je i zapowiada, że odżyją one w dniach ostatnich i że ludzie nie będą się chcieli od nich odwrócić (Obj 9,21; 18,23; 21,8; 22,15). Greckim słowem przetłumaczonym jako „czary” jest farmakeia - od tego pochodzi słowo „farmacja”. Substancje psychoaktywne od dawna łączono z okultyzmem - a dziś prozak jest bardzo popularny wśród młodzieży jako „rozrywkowy” narkotyk. Co najmniej przestroga jest tu na miejscu.
Pragniemy okazywać się pomocnymi. Na pewno nie chcielibyśmy nikogo urazić ani sprawiać bólu, a jedynie zachęcać do uważnego rozważenia działania pewnych środków medycznych i związanych z nimi zagrożeń, a także do głębszego zaufania Bogu.


The Berean Call luty 1997.
(za uprzejmą zgodą Wydawców).

                  

Pisz do nas: kontakt@tiqva.pl