Kościół i świat - para zakochanych ?

                      

Psychoherezja kwitnie z równym powodzeniem na świecie i w kościele, pomimo że brak jej oparcia zarówno biblijnego jak i naukowego. Chrześcijanie zdecydowali się w końcu zaufać teoriom psychologicznym, mającym umożliwić zrozumienie i polepszenie położenia człowieka, pomimo że galimatias 450 różnych, często sprzecznych między sobą systemów teoretycznych nie zdołał wypełnić swoich obietnic.
Z powodu oczywistej sprzeczności pomiędzy psychologicznymi systemami terapii a nauką Pisma Świętego chrześcijanie trzymali się z dala od terapii psychologicznej - do czasu, aż ludzie tacy jak Clyde Narramore, Henry Brandt, Frank Minirth, Paul Meier, James Dobson, Larry Crabb i Robert McGee uczynili z niej strawę do przełknięcia i apetyczną, zapewniając ufnych chrześcijan, że jeśli „przefiltrować” idee świeckie przez Pismo, okażą się one pomocne, a nawet nieodzowne.
Ci, którzy sprzedają teorie i terapie poradnictwa psychologicznego chrześcijanom, miksują je z Pismem w taki sposób, aby przykroić Biblię do upatrzonego przez siebie systemu psychologicznego. Korzystając z psychologii, zwolennicy poradnictwa czynią to zazwyczaj w sposób eklektyczny: zapożyczają z szeregu różnych modeli i podejść, łącząc je z Pismem. Ich sukces w zniekształcaniu Biblii poprzez obce domieszki jest ewidentny, jeśli zważyć, że dziś idei takich nauczają ludzie w ogóle nie szkoleni w psychologii, nie mając w dodatku pojęcia, że głoszą idee światowe, zatrute psychologią. Wskutek psychologicznej propagandy większość chrześcijan jest przekonana na przykład o wadze wysokiej samooceny.
W zakresie rozumienia naszej natury i sposobu jej zmiany kościół waha się pomiędzy dwoma biegunami. Chcielibyśmy korzystać z tego, co „najlepsze w obu światach”, tak jak niegdyś Izraelici szukali pomocy zarówno u Baala jak i u Jahwe:
,,Wtedy Eliasz przystąpił do całego ludu i rzekł: Jak długo będziecie kuleć na dwie strony? Jeżeli PAN jest Bogiem, idźcie za Nim, a jeżeli Baal, idźcie za nim" [1 Krl 18,12; BW].
Tak jak kult bożków narodził się z przekonań ludzkich i według takich też przekonań ludzkie dłonie kształtowały ich posągi, tak systemy poradnictwa psychologicznego opierają się na opiniach ludzkich, a terapie są dziełem człowieka. Z duchowego punktu widzenia stan kościoła jest równie zły jak niegdyś Izraela. Wychodzące na jaw w badaniach opinii publicznej znikome różnice pomiędzy moralnością wierzących a moralnością niechrześcijan mają przyczynę w tym, że chrześcijanie wprowadzili do kościoła świat. Obcość znacznej części tych świeckich propozycji jest oczywista, żywimy jednak przekonanie, że włączanie do życia kościoła idei i technik psychologicznych należy do najniebezpieczniejszych.
Łączenie psychologii i religii proponują artykuły w popularnej prasie lokalnej. Z Tulsa World na przykład dowiadujemy się, że dyrektor medyczny programu Rapha* w Tulsie stwierdził, iż „psychologia może dostarczyć narzędzi pomocnych wartościom chrześcijańskim. [...] Powiedział też, że wierzy, iż wszystkie dobre pomysły mają boskie pochodzenie i że chrześcijanie mogą czerpać rzeczy pożyteczne z każdego źródła, nawet skrajnie świeckiego”.1 Jeśli jednak istotnie „wszystkie dobre pomysły mają boskie pochodzenie i chrześcijanie mogą czerpać rzeczy pożyteczne z każdego źródła”, to czemu nie czerpać z hinduizmu, buddyzmu, islamu, zoroastryzmu i innych religii? Zadajemy to pytanie dlatego, że teorie kryjące się za poradnictwem psychologicznym (psychologią kliniczną) mają charakter raczej religijny niż naukowy. Zajmują się dokładnie tymi samymi sprawami co Biblia i inne religie; tyle że psychologii klinicznej brakuje solidnej podstawy w postaci prawdy. Istnieje około 450 różnych, rywalizujących ze sobą i często sprzecznych systemów terapii psychologicznej, z których żaden nie może się poszczycić skutecznością wyższą od innych.
W zwyczaj psychologów weszło wykorzystywanie duszpasterzy jako pośredników w zdobywaniu klientów. Psycholog przedstawia się pastorowi i ukazuje swoje wykształcenie psychologiczne jako klucz do najskuteczniejszej pomocy ludziom nękanym problemami życiowymi. Jeden taki terapeuta porozsyłał do okolicznych duszpasterzy listy z „Darmowym Świadectwem Oceny”, które duszpasterz mógłby wykorzystać „przy odsyłaniu [do niego] pojedynczych osób, małżeństw czy rodzin”. Ów psycholog z licencją nie tylko zajmuje się poradnictwem dla „pacjentów”, ale i prowadzi grupy dla mężczyzn „poświęcone męskim zagadnieniom charakteru i problemów intymnych”; twierdzi też, że jego działalność „podnosi Promise Keepers na zupełnie nowy poziom”. Aby nikogo nie wyłączać z kręgu swojej pomocy, prowadzi on także „grupę wsparcia dla duszpasterzy”.
Kościoły, seminaria i inne organizacje chrześcijańskie naiwnie a z zapałem chłoną teorie poradnictwa psychologicznego, zrodzone w świecie**. Coraz więcej kolegiów i seminariów chrześcijańskich zaczyna prowadzić podyplomowe kursy psychologiczne, chcąc szkolić „psychologów chrześcijańskich”. Reklamy tych kursów dowodzą, jak bez reszty zaprzedały się one psychologii. Na przykład Szkoła Podyplomowa Wheaton College zastosowała w swojej reklamie krzyż wbudowany w grecką literę psi y, będącą symbolem psychologii. Napis głosi: „Symbole nowej ery w Psychologii”. Szkoła oferuje studia doktoranckie z psychologii i magisterskie z psychologii klinicznej. Reklama deklaruje też „oddanie pismu [sic!] oraz integrację teorii psychologicznej z wiarą chrześcijańską”. W Wheaton College opowiedziano się więc otwarcie za herezją. Tak samo dzieje się w Podyplomowej Szkole Psychologii w Rosemead, w Seminarium Fullera i wielu innych kolegiach biblijnych i seminariach. Umiejętność wtopienia świata w wiarę chrześcijańską jest dla nich powodem do chluby, a psychologia uchodzi za niezbędną, mimo że nie spełnia kryteriów naukowości i musi być nazwana „błędną, rzekomą nauką” (1 Tym 6,20).
Czas już najwyższy, aby przywódcy kościoła i inni wierzący zbadali sprawę. Ukazało się szereg książek obnażających fałszywy status naukowy i nieskuteczność tych właśnie nurtów psychologii, które zostały wypromowane i sprzedane przez ludzi nazywających się psychologami chrześcijańskimi i doradcami oraz innych, wcielających te teorie w swe nauczanie, kazania i pisma.
Sami napisaliśmy kilka takich książek, w tym ,,PsychoHeresy: The Psychological Seduction of Christianity "(Psychoherezja: chrześcijaństwo zwiedzione psychologią). Jest również szereg pozycji na rynku świeckim prezentujących solidną pracę badawczą i dających mocne powody, dla których kościół powinien odciąć się od psychologii. Świeżym tytułem z tego rodzaju jest ,,Manufacturing Victims" (Produkcja ofiar) dr Tany Dineen. Tana Dineen wyraziście ukazuje, że praktycy terapii psychologicznej produkują ofiary. Dodalibyśmy jeszcze do tego, że niektóre chrześcijańskie programy radiowe, powiązane z ośrodkami terapii psychologicznej, mają wielki udział w dziele przekonywania chrześcijan, iż są ofiarami i potrzebują leczenia. Pisaliśmy już o jednym z pacjentów New Life Clinics Minirtha i Meiera, który wskutek słuchania takich programów stał się naprawdę ofiarą.2
Tana Dineen zna kulisy swojej profesji od podszewki, praktykując od 20 lat. W odróżnieniu jednak od większości terapeutów Dineen zna wyniki badań nad skutecznością psychoterapii. Na przestrzeni lat dostrzegała coraz więcej problemów wiążących się z jej zawodem i w końcu postanowiła zamknąć praktykę. W swojej książce prezentuje taką obfitość materiału badawczego, iż każdemu jej czytelnikowi odechce się jakiegokolwiek łączenia psychologii z chrześcijaństwem. Obnaża ona również wiele sposobów kreowania ofiar przez psychoterapeutów. W naszym przekonaniu każdy przywódca chrześcijański powinien przeczytać ,,Manufacturing Victims".
Inną otrzeźwiającą lekturą jest książka dr. Robyna M. Dawesa ,,House of Cards: Psychology and Psychotherapy Built on Myth" (Domek z kart. Psychologia i psychoterapia oparte na micie). Dawes jest powszechnie cenionym badaczem i profesorem Uniwersytetu Carnegie-Mellon. Jego książka ściera w proch wszelkie pozory naukowości w teorii i terapii poradnictwa psychologicznego, redukując psychologię kliniczną do poziomu pseudonauki.
Dopóki chrześcijanie będą poszukiwać poprawy samopoczucia i zmiany życia u bóstw psychologii, dopóty nie zaznają autentycznego wzrostu chrześcijańskiego. Bóg działa poprzez swoje Słowo, Ducha Świętego i ciało Chrystusowe - to za ich pośrednictwem kształtuje wierzących na podobieństwo Chrystusa. Jeśli wierzący w swoich zmaganiach zwracają się do Niego, dokonuje w nich o ileż większego dzieła.
Zamiast umacniać cielesność, jak zazwyczaj czyni terapia psychologiczna, jesteśmy jako wierzący wezwani przez Boga, aby codziennie brać swój krzyż, postępować według Ducha i pozwalać Chrystusowi, aby w nas żył. W książce ,,The Crisis In Psychiatry and Religion" (Kryzys psychiatrii i religii) O. Hobart Mower stawia takie pytanie: „Czyżby wiara ewangeliczna sprzedała swe pierworodztwo za chaos psychologicznej polewki?” Niestety, tak właśnie postąpiło ewangelikalne chrześcijaństwo! Czy nie czas już przyznać się do tak wielkiego grzechu, wylać precz psychologiczną polewkę i przylgnąć do Pana i wszystkiego, co daje nam w Nowym Narodzeniu?

Przypisy:
1 Dana Sterling, Tulsa World 19 XI 1996.
2 PsychoHeresy Awareness Letter vol. 3 nr 5.

PsychoHeresy Awareness Letter marzec/kwiecień 1997.
(za uprzejmą zgodą Wydawców).