O Wcieleniu

                                 

,,A zaprawdę wielka jest tajemnica pobożności, że Bóg objawiony jest w ciele, usprawiedliwiony jest w duchu, widziany jest od Aniołów, kazany jest poganom, uwierzono Mu na świecie, wzięty jest w górę do chwały" (1 Tm 3,16; BG).
Jakąż tajemnicą jest Wcielenie! Jakie to niesamowite, a zarazem nieodzowne dla naszego zbawienia, iż Bóg, jak zapowiadali hebrajscy prorocy (Iz 7,14; 9,5; Mich 5,2; Zach 12,10 itd.), stał się człowiekiem. W chwili Wcielenia jednak nie przestał być Bogiem - byłoby to niemożliwe. Bóg i człowiek istnieją teraz w jednej Osobie: Panu Jezusie Chrystusie, jedynym Bogu-człowieku!
Maria, będąca w chwili poczęcia i narodzenia Jezusa dziewicą, wiedziała, że to Bóg jest Ojcem jej dziecka - była to jednakże prawda zbyt wielka do ogarnięcia. Jezus ssał pokarm z jej piersi, wzrastał u jej boku, a nocą Jego równy oddech mieszał się z oddechami innych śpiących dzieci, których ojcem był Józef (Mt 12,47; 13,55; Mk 3,32; Łk 8,20). Był dzieckiem do tego stopnia „normalnym", iż Maria nabrała nawyku nazywania Józefa Jego ojcem: „Oto ojciec Twój i ja bolejąc szukaliśmy Ciebie". A gdy Jezus delikatnie przypomniał: „Czyż nie wiedzieliście, że w tym, co jest  Ojca Mego, Ja być muszę?", ani ona, ani Józef „nie rozumieli tego słowa, które im mówił". Lecz Maria „zachowywała wszystkie te słowa w sercu swoim" (Łk 2,19.48-51; BW).
W Nazarecie Jezus nie cieszył się bynajmniej powszechną atencją. Nie poznano się na Nim, a nawet znienawidzono Go „bez przyczyny" (J 15,18.25)! Oto sam Bóg, Stwórca świata, zstąpił między swe stworzenia - a one Nim wzgardziły! Jakże ogromna przepaść oddzieliła człowieka od Boga! I jak niewielu potrafiło przyznać, że „Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę Jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy" (J 1,14).
Starannie dobierane słownictwo Pisma nazywa Chrystusa „drugim człowiekiem" (1 Kor 15,47). Od czasów Adama aż do Jego przyjścia nie było człowieka, który byłby w pełni zaplanowanej przez Boga godzien miana „człowiek". Tak jak Adam został stworzony przez Boga, tak i ciało Chrystusa zostało przez Niego utworzone w łonie dziewicy: „...aleś ciało dla Mnie przysposobił" (Hbr 10,5). Oto wreszcie pojawił się taki człowiek, jakiego zamyślił Bóg. A zarazem pojawił się Bóg w postaci człowieka: „Kto Mnie widział, widział Ojca" (J 14,9).
Jako protoplasta nowego rodzaju ludzkiego: tych, którzy narodzili się na nowo, Chrystus jest też nazywany „ostatnim Adamem" (1 Kor 15,45). Odkupieni przez Jego krew (Ef 1,7; Kol 1,14), ci, którym dał życie wieczne jako dar swej łaski, „nie zginą na wieki" (J 10,28). Nie będzie już potrzeby przyjścia Adama trzeciego czy czwartego. Jakież to niepojęte, że Bóg stał się człowiekiem, i jak cudowne wynikają dla nas z tego konsekwencje na wieczność! Bóg  musiał stać się człowiekiem, jeśli miała zostać zapłacona kara, której za grzech człowieka domagała się Jego nieskończona sprawiedliwość. „Przeto jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć" (Rz 5,12), to „przez człowieka też przyszło zmartwychwstanie" (1 Kor 15,21).
Objawiony w Biblii Bóg uczynił wszechświat z niczego. Kosmos nie jest Bogiem ani przedłużeniem Bóstwa, ani też Bóg nie jest częścią wszechświata. Dlatego też mówienie o Bogu w rodzaju żeńskim, nazywanie Go „Matką Ziemią", „Matką Naturą" czy nawet „Matką/Ojcem Bogiem" to przejaw poważnej herezji. Kobieta hoduje swe potomstwo w swoim łonie, a następnie wydaje je z siebie na świat - czegoś podobnego Bóg nie czyni. Człowiek, choć uczyniony na podobieństwo Boże (1 Mojż 1,26-27), nie jest bynajmniej przedłużeniem Boga ani Jego częścią, ale zupełnie odrębną istotą.


Na podobieństwo Boże
Oczywiście „podobieństwo Boże" nie ma nic wspólnego z fizyczną formą człowieka, gdyż „Bóg jest duchem" (J 4,24). Człowiek jest stworzony na obraz Boży pod względem duchowym i moralnym. Ciało ludzkie uczynił Bóg „z prochu ziemi"; lecz nasza dusza i duch nie mają natury fizycznej: „PAN Bóg [...] tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą" (1 Mojż 2,7). Odzwierciedlając w pewnym sensie swą naturą naturę Boga - Ojca, Syna i Ducha - człowiek jest także istotą trójjedyną: ciałem, duszą i duchem. Apostoł Paweł pisał: „...cały duch wasz i dusza, i ciało niech będą zachowane bez nagany na przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa" (1 Tes 5,23). Słowo Boże przenika „aż do rozdzielenia duszy i ducha" (Hbr 4,12). Uczyniwszy człowieka trójjedyną istotą na swoje podobieństwo, Bóg mógł stać się człowiekiem, aby odkupić swe stworzenie.
Na początku Duch Boży przebywał w duchach Adama i Ewy. Ich myśli kierowały się ku Bogu. Radość towarzysząca przyjemnościom doświadczanym w ciele i świadomość własnej tożsamości przewyższały wszystko, co nam dziś znane, ponieważ wszystko służyło chwale Bożej, a nie szukaniu swego. Gdy pierwsi ludzie zgrzeszyli, Duch Boży odszedł od ich ducha, a ich myśli zwróciły się od Boga ku swemu ja. Tak oto my, ich potomstwo, jesteśmy z natury zmysłowi, samolubni i materialistyczni. Miast radości obcowania z Bogiem człowiek znajduje radość w obfitujących na tym świecie „pożądliwości ciała, pożądliwości oczu i pysze życia" (1 J 2,16).
Na tych trzech pożądliwościach wyczerpuje się faktycznie cała oferta szatana i świata. Dostrzegamy je w grzechu Ewy: rozkoszny smak zakazanego owocu, jego kuszący wygląd oraz mądrość, którą miał jej zapewnić. Dostrzegamy je też w kuszeniu Chrystusa: aby zamienił kamienie w chleb, by zaspokoić cielesny głód; aby skoczył w dół z narożnika Świątyni i przywoławszy aniołów, które nosiłyby go na rękach, mógł cieszyć się czcią zdumionych Żydów; i aby uległ czarowi perspektywy objęcia „wszystkich królestw świata i chwały ich" (Mt 4,1-11). W odróżnieniu od pierwszego człowieka i pierwszego Adama, Drugi Człowiek i Ostatni Adam nie skorzystał z rady szatana.
W każdym człowieku - wyjąwszy Chrystusa, jedynego w swoim rodzaju Boga-człowieka - toczy się zażarta walka między ciałem a Duchem Bożym: „Gdyż ciało pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału" (Gal 5,17). Nawet Paweł przyznał: „...albowiem nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię" (Rz 7,18-19). Duch człowieka stał się niewolnikiem jego duszy i ciała. Człowiek nie ma szans być sprawiedliwym, nawet największa jego moralność i prawość będą zawsze co najwyżej jak „szata splugawiona" (Iz 64,6) - póki Duch Boży nie zamieszka w nim i nie zacznie na powrót władać w jego duchu. Jedynie Chrystus, w którego Osobie Bóg i człowiek stali się jednością, może sprawić to pojednanie w ludzkim sercu. Paweł, który biadał: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?", za chwilę wołał triumfalnie: „Bogu niech będą dzięki [że wybawienie istnieje] przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego" (Rz 7,24-25).


Człowiek bez duszy
Dawid radował się: „...cudownie mnie stworzyłeś" (Ps 139,14). Lecz materializm doprowadził do trywializacji człowieka. Nauka materialistyczna zaprzeczyła istnieniu niefizycznego ducha i duszy ludzkiej, redukując człowieka do mechanizmu reagującego na bodźce. W jej interpretacji ludzkie myśli, ambicje, upodobania, a nawet poczucie sprawiedliwości, miłość i współczucie można wytłumaczyć w kategoriach zjawisk elektrycznych i chemicznych zachodzących w mózgu i układzie nerwowym. To absurdalne podejście stało się podstawą teorii Zygmunta Freuda i wciąż odgrywa zasadniczą rolę w farmakologicznym leczeniu dolegliwości  umysłowych.
Owszem, mózg można uznać za swoisty komputer - ale żaden komputer nie działa sam z siebie! Ktoś musi mu mówić, co ma robić. Jakąż naiwnością jest sądzić, że myśli biorą początek w komputerze! Gdyby tak było, bylibyśmy więźniami swoich mózgów, bezradnie sterowani przez procesy chemiczno-elektryczne określające nasze myśli, a nawet moralność i uczucia. Ale myśli biorą początek z naszej duszy i ducha, które posługują się mózgiem, aby operować ciałem i obcować z fizycznym światem doznań zmysłowych, w którym nasze ciało funkcjonuje.


Przeniesienie na psychiatrię
W naszym mózgu jest więcej komórek niż gwiazd na niebie, a komórki te tworzą miliardy neuronów i biliony synaps, utrzymywanych w doskonałej równowadze. Co więcej, tajemnicze połączenie pomiędzy duchem człowieka, uczynionym na podobieństwo Boże, a jego mózgiem i ciałem, niezmiennie wymyka się poznaniu naukowemu. A mimo to sferę tę wciąż poddaje się niebezpiecznym eksperymentom, usiłując za pomocą substancji chemicznych doprowadzić do zmiany ludzkiego zachowania, zachowania, które wedle Bożego zamiaru miało odzwierciedlać doskonałą czystość Bożą, ale dziś wyraża bunt i grzech człowieka jako dziecka szatana: „Ojcem waszym jest diabeł" (J 8,44). Nie istnieją  chemiczne rozwiązania dla problemów  duchowych. Mimo to miliony ludzi zażywa prozac, effexor, valium, ritalin, zoloft, paxil itd., chcąc w ten sposób uporać się w problemami duchowymi.
Biblia naucza, iż niepokój człowieka, zmagania, pożądliwości, gniew, wewnętrzne rozdarcie oraz inne trapiące go „zaburzenia emocjonalne" mają podłoże duchowe (2 Kor 7,1; Gal 5,16; Kol 1,21). Wynikają one z ludzkiego buntu przeciwko Bogu i z przygnębiającego oddzielenia od Boga, do którego bunt ten doprowadził w głębi naszej istoty. Rozwiązaniem więc emocjonalnych i duchowych problemów człowieka jest pojednanie się z Bogiem. Niestety, rozwiązanie to ignoruje się zastępując je korygowaniem „nierównowagi chemicznej" w mózgu za pomocą substancji chemicznych.
Bez wątpienia mózg jako narząd fizyczny jest narażony na różne, nawet poważne uszkodzenia. Jednakże nawet niewierzący psychiatrzy przyznają, iż jest to organ zbyt złożony, aby dało się go precyzyjnie „modyfikować" za pomocą leków. Dr med. Peter R. Breggin, z którego poglądami nie zgadzamy się bynajmniej w całej rozciągłości, to jeden z czołowych na świecie znawców dziedziny leków psychoaktywnych. Breggin zwraca uwagę, że „czynności biochemiczne, które sterują mózgiem, pozostają niemal całkowicie okryte tajemnicą. Jeśli nawet depresja [...] ma przyczynę biologiczną bądź genetyczną, to nie zostało to wykazane naukowo. [...] Teoria biopsychiatrii pozostaje czystą spekulacją i przeczy znakomitej części doświadczenia badawczego i klinicznego tudzież zdrowemu rozsądkowi".1 Breggin dodaje:
Teoria braku równowagi biochemicznej to nic więcej jak najnowsza spekulacja biopsychiatryczna, przedstawiana opinii publicznej jako prawda naukowa. Jak na ironię prawda jest taka: Jedyne znane przypadki nierównowagi biochemicznej w mózgu niemal wszystkich pacjentów lekarzy psychiatrów są  wynikiem leczenia. [...] Ciekawe, że podczas gdy psychiatrzy wykazują tak wielką troskę o niebezpieczeństwo braku równowagi chemicznej, to  wszystkie znane leki psychiatryczne wywołują rozległe stany nierównowagi chemicznej w mózgu... [wyróżnienie dodano].
Głupotą wydaje się liczyć na to, że poprzez zablokowanie pewnych funkcji biochemicznych mózgu [a to właśnie mają na celu wszystkie leki psychiatryczne] osiągnie się poprawę stanu mózgu i umysłu. U podłoża tego leży groźne założenie, iż eksperymenty z tym najbardziej złożonym organem wszechświata są bezpieczne i skuteczne!2
Większość osób polegających na rozwiązaniach chemicznych nie chce przyjąć do wiadomości niewyobrażalnych wprost skutków eksperymentowania z mózgiem. Również psychologowie chrześcijańscy nie chcą dopuścić myśli o jeszcze poważniejszych skutkach eksperymentowania z reakcjami mózgu na duszę i ducha człowieka, „uczynionymi tak cudownie", na obraz i podobieństwo Boże!
[Słowo przestrogi: Nie namawiamy jednak nikogo obecnie zażywającego leki psychiatryczne, aby odstawił je z dnia na dzień. Środki tego rodzaju nieraz powodują uzależnienie i nagłe ich odstawienie mogłoby wywołać drastyczne skutki. Wszelkich zmian leczenia należy dokonywać pod nadzorem lekarza. Chcemy jedynie zwrócić uwagę, że nikt tak naprawdę nie wie, w jaki sposób działają te leki i jaki jest pełny zakres ich oddziaływania. Wiele leków przepisywanych latami przez lekarzy dopiero niedawno okazało się wybitnie szkodliwymi, do tego stopnia, iż zupełnie wycofano je z rynku].
Zależność między duchem a mózgiem i ciałem jest znana tylko Bogu.  Moralne i  duchowe skutki eksperymentów z mózgiem i układem nerwowym za pomocą substancji chemicznych mogą się okazać znacznie gorsze niż zagrożenia  fizyczne. Weźmy na ten przykład depresję. Stosowane przy niej leki nazbyt często przesłaniają faktyczną potrzebę i przeszkadzają cierpiącemu zwrócić się do Chrystusa w poszukiwaniu duchowego rozwiązania, jakie tylko w Nim można znaleźć. Szukając chemicznego rozwiązania tego problemu, nauka ignoruje – bo nie jest w stanie do tego się odnieść – coś, co ma pierwszorzędne znaczenie: pojednanie z Bogiem dzięki odkupieniu, które jest tylko w Panu Jezusie Chrystusie. Jego Wcielenie złączyło jednej osobie Boga i człowieka, i wnosi On to pojednanie i jedność w ducha ludzkiego, gdy uznajemy Go za Zbawcę i zapraszamy, by w nas zamieszkał. Chrześcijaństwo, w przeciwieństwie do hinduizmu, buddyzmu, islamu itd., nie jest zestawem zasad, które należy w miarę swych sił realizować. Jedynie sam Chrystus jest zdolny wieść życie Chrystusowe i będzie je wiódł w tych i przez tych, którzy w Niego wierzą. Zwróćmy uwagę na przedziwne słowa Pawła: „...spodobało się [Bogu], [...] aby objawić Syna swego we mnie..." (Ga 1,15-16; BT). Bóg pragnie objawić swojego Syna także w nas. Na tym polega chrześcijaństwo!
Zamieszkiwanie Chrystusa w duchu ludzkim jest tajemnicą równie wielką jak samo Wcielenie. Staje się On życiem tych, którzy Mu ufają i są posłuszni Jego słowu: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" (Ga 2,20; BW); „Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu" (Kol 3,3). Bez wątpienia mieszkający w nas Duch Chrystusowy nie potrzebuje pomocy psychoterapeutycznej czy chemicznej. Do nas należy jedynie zaufać Mu, być posłusznym i radować się w Nim. Lecz Chrystus wcale nie obiecuje życia łatwego. Życie chrześcijanina biegnie poprzez próby, pokusy, konflikty między ciałem a Duchem, które Bóg dopuszcza, aby wyszło na jaw, czy naprawdę Mu zaufaliśmy i czy dochowamy posłuszeństwa. Powiedział Izraelowi:
Zachowaj też w pamięci całą drogę, którą PAN, Bóg twój, prowadził cię przez czterdzieści lat po pustyni, aby cię ukorzyć i doświadczyć, i aby poznać, co jest w twoim sercu, czy będziesz przestrzegał Jego przykazań, czy nie. Upokarzał cię i morzył cię głodem, [...] aby dać ci poznać, iż człowiek nie samym chlebem żyje, lecz że człowiek żyć będzie wszystkim, co wychodzi z ust PANA [5 Mojż 8,2-3].
Bez Wcielenia rodzaj ludzki byłby skazany na wieczne potępienie, „gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej" (Rz 3,23), a „zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym" (Rz 6,23). Wierzymy w Chrystusa jako naszego Wybawcę od kary za grzech. Zaufajmy Mu zatem również w pełni jako Temu, który w nas mieszka i który pokona grzech w naszym życiu. Radujmy się „bogactwem chwały tej tajemnicy, którą jest Chrystus w [nas], nadzieja chwały" (Kol 1,27)!

 

The Berean Call grudzień 1996.
(za uprzejmą zgodą Wydawców).

Przypisy:
1. Peter R. Breggin, M.D., Talking Back to Prozac: What Doctors Aren't Telling You About Today's Most Controversial Drug, St. Martin's Paperbacks, 1994, s. 34, 39.
2. Ibid., s. 34, 37, 38-40.

***********************************************************************************************************************

W odpowiedzi na ten artykuł do redakcji The Berean Call przyszedł list . Jego treść publikujemy pod tym linkiem:

http://www.tiqva.pl/o-psychologii/114-rodki-psychotropowe-pytania-do-berean-call

(Przyp.red.)