... Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej,

i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego.

Łuk. 10:27

Czy Boża miłość jest bezwarunkowa ?

                                      

Wśród najwznioślejszych potrzeb uczuciowych wymienianych przez psychologię humanistyczną są bezwarunkowa akceptacja, bezwarunkowy szacunek względem siebie samego, bezwarunkowa samoakceptacja i bezwarunkowa miłość. „Bezwarunkowa” ma znaczyć „bez uwarunkowań i wyjątków; absolutna”.1

Praktycznym wynikiem teorii o bezwarunkowej miłości jest nadmierna pobłażliwość i atmosfera swobody obyczajowej. Oznacza to brak wymagań i ograniczeń w wychowywaniu dzieci, poradnictwie i różnych innych więziach międzyludzkich. Skoro rodzice czy duszpasterze mają okazywać swym podopiecznym bezwarunkową miłość, to musi to być miłość absolutna, nie zakłócana przez ludzkie uczucia i upadki, bo takie przecież jest znaczenie przymiotnika „absolutna”.
Jeśli jednak mamy mówić o absolutach w związku z miłością, to pierwszym z nich jest ten, że miłość ludzka ma charakter ograniczony. Nie jest tym, czym w zamierzeniu miała być, nawet u najwspanialszych ludzi i w najbardziej sprzyjających okolicznościach, z jednym wyjątkiem: jeśli to sam Jezus kocha w danym człowieku i za jego pośrednictwem.

Kto to wymyślił ?

Adler i Maslow [pionierzy psychologii humanistycznej] uważali te „bezwarunkowości” za zasadniczą potrzebę ludzką, niezmiernie ważną dla dobrego samopoczucia człowieka. Twierdzili, że ludzi trzeba kochać i akceptować bezwarunkowo, niczego od nich wpierw nie wymagając. Ich uczniowie głoszą więc dziś, że rodzice muszą kochać swoje dzieci bezwarunkowo, a nawet że wszyscy ludzie powinni się kochać i akceptować bezwarunkowo.
Adler, Maslow, Rogers i inni uważali, że człowiek odnajdzie odpowiedzi na swoje dylematy i w sposób naturalny rozkwitnie ku swemu najlepszemu ja właśnie w atmosferze bezwarunkowej miłości i akceptacji, przez co mieli na myśli niezobowiązującą atmosferę moralnego przyzwolenia. A jednak choć chcieliby oni wierzyć, że sami kochali swych klientów bezwarunkowo, to prawda jest taka, że ludzie nie są w stanie kochać bezwarunkowo.
Miłość bezwarunkowa, bezinteresowna to mit, z tej racji, iż człowiek jest z natury egocentrykiem, a jego serce tak przewrotne, że potrafimy skutecznie przekonać siebie samego, iż kochamy kogoś bezinteresownie, gdy tymczasem powoduje nami szereg innych pobudek! Jakaż to na przykład bezinteresowna miłość i bezwarunkowe zatroskanie powodują psychiatrą w chwili, gdy klientowi kończą się pieniądze i nie może dalej płacić za terapię? Nawet najoględniejsi w słowach praktycy poradnictwa jeśli nie wprost, to między wierszami dadzą znać o swym rozczarowaniu.2
Idea polepszania życia człowieka w atmosferze bezwarunkowej miłości opiera się na przesłance, że ludzie rodzą się dobrzy, lecz ich naturalną skłonność do dobra tłumi środowisko (najczęściej znaczy to „rodzice”). W takim systemie postrzegania rzeczywistości człowiek jest ofiarą społeczeństwa, ale może znaleźć ocalenie, wolność i spełnienie dzięki bezwarunkowej miłości do siebie samego i samoakceptacji. Miłość bezinteresowna z definicji nie może być uwarunkowana postępowaniem danej osoby; musi się zatem opierać na przyrodzonej wartości tejże osoby. Paul Brownback wyjaśnia to w książce The Danger of Self-Love (Zagrożenie miłości własnej):

...mówiąc „miłość bezwarunkowa”, mamy na myśli miłość opartą raczej na byciu niż na czynieniu. Jednym z następstw takiej nauki jest honorowe miejsce przyznane istocie ludzkiej. Jestem godzien miłości z tego tylko powodu, że jestem człowiekiem; stąd bycie człowiekiem - samo w sobie i samo z siebie, bez względu na to, co czynię ze swym człowieczeństwem - musi posiadać swego rodzaju niezależną cenność, wartość. Jest to sama w sobie wystarczająca podstawa do szacunku i poważania.3

Wedle zatem tych teorii każdy rodzi się z prawem do bezwarunkowej miłości i bezwarunkowej akceptacji przez całe swe życie i bez względu na wszystko!

Czy naprawdę bezwarunkowa ?

Duszpasterze karmiący trzodę Bożą powinni zwrócić uwagę na zwodniczość takiego podejścia, bo skłania ono do przesunięcia uwagi z Boga na samego siebie. Niestety, zamiast ostrzegać owce, wielu pasterzy samemu dołącza do psychologów i ochoczo przyjmuje ich nauki o prawie do bezwarunkowej miłości i akceptacji.
Przyczyną takiego entuzjazmu jest brak zrozumienia, czym jest miłość Boża, która przekracza wszelkie poznanie. Koncepcję bezwarunkowej miłości i akceptacji utożsamia się z faktem, że Boża miłość jest ogromna, nieprzenikniona i niezasłużona przez nas. Następnie stawia się tezę, że jeśli Bóg kocha i przyjmuje ludzi w sposób bezwarunkowy, to również i ludzie powinni się kochać i akceptować bezinteresownie. Choć na pozór wydaje się to logiczne, nie wolno przeoczyć pewnych poważnych usterek w podstawowych założeniach. Musimy przede wszystkim zadać pytanie: Czy miłość Boża jest naprawdę bezwarunkowa? Czy doprawdy nie trzeba spełnić żadnych warunków, aby miłość tę otrzymać?
Apostoł Paweł modlił się, by wierzący w Efezie zdołali pojąć szerokość, długość, głębokość i wysokość miłości Bożej. Pragnął, aby poznali miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, tak aby mogli zostać napełnieni pełnią Bożą (Ef 3,16-19). Niepojęty ogrom miłości Bożej już od wieków jest czołowym motywem Ewangelii, bo poznać miłość Bożą to poznać Boga. Dlatego też rozważanie Jego miłości ma wielką wagę, ale musi się opierać na Jego objawieniu Siebie samego, a nie na wyobrażeniach ludzkich.
Odkąd w Ameryce triumfy zaczął święcić świecki humanizm, zwłaszcza zaś w związku z popularnością psychologii humanistycznej, chodliwym, „na czasie” terminem opisującym miłość Bożą stał się przymiotnik „bezwarunkowa”. Rolą tego określenia w psychologii humanistycznej jest zachęcanie, aby zarówno dawać, jak i spodziewać się od innych bezwarunkowej miłości, nie oczekującej niczego w zamian. Bo bezwarunkowa miłość i akceptacja nie oczekując niczego od danej osoby sprzyjają rzekomo jej zmianom i rozwojowi. Jednakże Bóg, który jest miłością, zarówno wymaga radykalnej zmiany, nowego życia, jak i ją powoduje, uzdalniając swe dzieci do wzrastania w sprawiedliwości.
W psychologii humanistycznej winowajcami są zawsze rodzice i społeczeństwo. Wierząc, że każdy człowiek rodzi się jako jednostka wartościowa i z natury dobra, psycholodzy twierdzą, iż głównym powodem emocjonalnych i behawioralnych kłopotów człowieka jest brak doświadczenia bezwarunkowej miłości ze strony rodziców. Opierając się na takim założeniu, chrześcijanie nabrali przekonania, że najlepsza miłość to miłość bezwarunkowa. Niewierzący humaniści uznają taką miłość za najszczytniejszą z możliwych. Opiewa się ją, jako miłość, która nie stawia warunków i nie oczekuje niczego. Kojarzy się ją również ze swobodą obyczajową, ponieważ nie wysuwa ona żadnych żądań, choć przecież proponenci tego „bezwarunkowego” żargonu nie ośmieliliby się wymagać całkowitego rozstania z dyscypliną.
Ponieważ w społeczeństwie króluje dziś koncepcja „bezwarunkowej miłości” i ponieważ uchodzi ona często za najwyższą formę ludzkiej miłości, chrześcijanie mają skłonność przypisywać tego rodzaju miłość właśnie Bogu - bo przecież Jego miłość przewyższa największą nawet miłość ludzką. Przecież Jego miłość jest tak wielka, że „Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto Weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (J 3,16). Jaka niepojęta ofiara! Takiej miłości nie jesteśmy sobie w stanie nawet wyobrazić, mimo że zależy od niej nasz następny oddech! Ta miłość zaiste przekracza najgłębszą głębię i najwyższą wysokość. Ale... czy znaczy to, że jest ona bezwarunkowa?
Ludzie mogą doświadczyć miłości Bożej tylko dzięki Łasce. Nikt nie może sobie na nią w żaden sposób zarobić, nie istnieje taki czyn; nie jest on nie tylko wymagany, ale nawet możliwy! Czy to znaczy, że miłość Boża jest bezwarunkowa? Ponieważ „miłość bezwarunkowa” jest absolutna i niczym nieuwarunkowana, to gdyby taka była miłość Boża, wszyscy ludzie zostaliby zbawieni. Rację miałby uniwersalizm. Czyniłoby to zbędną ofiarną śmierć Chrystusa, i niepotrzebny byłby Boży warunek zbawienia łaską przez wiarę.
Musimy też postawić pytanie, czy miłość Boża obejmuje także osobę, która zgrzeszyła przeciw Duchowi Świętemu, odrzucając przez całe swe życie łaskę Bożą, a zatem zmierza do piekła. Bóg wybiera tych, którym okaże swą miłość i płynące z nią błogosławieństwa. Czy Jezus dał kiedykolwiek do zrozumienia, że miłość Boża jest „bezwarunkowa”? Do uczniów powiedział:

Kto ma przykazania Moje i przestrzega ich, ten Mnie miłuje; a kto Mnie miłuje, tego też będzie miłował Ojciec i Ja miłować go będę, i objawię mu samego siebie [J 14,21].

Ktoś zapewne zwróci uwagę, że przypowieść o synu marnotrawnym to historia o bezwarunkowej miłości. W istocie, ilustruje ona ogrom miłości Bożej, Boże przebaczenie i cierpliwość. A jednak - przecież syn się nawrócił! Gdyby żył nadal w zbytku, być może dalej by grzeszył i nie byłby się nawrócił. I choć ojciec czekałby na niego cały czas, nie okazałby mu wówczas swej miłości. Przecież nie wyruszył na poszukiwania za synem, aby być mu pokrzepieniem w próżniaczym życiu. Do pewnej chwili mamy wrażenie, że chodzi tu o miłość bezwarunkową - ale przecież Bóg nie trwa w niewiedzy, nieświadomy tego, co robią ci, z myślą o których posłał na śmierć swego Syna. On o tym wszystkim wie, i nadejdzie taka chwila, gdy ci, którzy odrzucili Jego ofertę miłości i przebaczenia, umrą i trafią na sąd. Wystarczająco trudno jest zrozumieć miłość Bożą, nawet jeśli nie dodamy do niej przymiotnika „bezwarunkowa”, tak naszpikowanego świeckimi, humanistycznymi, psychologicznymi  skojarzeniami. Opowieść o synu marnotrawnym uczy nas o Bożej łasce, przebaczeniu, miłosierdziu. Ale czy o bezwarunkowej miłości? Nic podobnego!
Choć więc Bóg kocha miłością przekraczającą zdolności ludzkie, to nie można zapominać o Jego świętości i sprawiedliwości. Przymiotnik „bezwarunkowa” nie jest zatem trafnym w odniesieniu do miłości Boga. Trudno byłoby bowiem odnieść go do Bożej reakcji na ludzi pysznych, którzy knują przeciwko Bożym planom i Bożemu Pomazańcowi. Psalmista posuwa się nawet do słów:

Ten, który mieszka w niebie, śmieje się z nich, PAN im urąga. Wtedy przemówi do nich w gniewie swoim i gwałtownością swoją przerazi ich [Ps 2,4-5].

A co powiedzieć o żonie Lota, która obróciła się, aby popatrzeć na płonące miasta? A słowa, które wypowiedział Jezus o miastach, które nie chciały się nawrócić?

Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido; bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, dawno by w worze i popiele pokutowały. Ale powiadam wam: Lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dniu sądu aniżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba wywyższone będziesz? Aż do piekła zostaniesz strącone, bo gdyby się w Sodomie dokonały te cuda, które się stały u ciebie, stałaby jeszcze po dzień dzisiejszy. Ale powiadam wam: Lżej będzie ziemi sodomskiej w dniu sądu aniżeli tobie [Mt 11,21-24].

To jest „bezwarunkowa miłość”?
Być może jednak ktoś zechce dowodzić, że Boża miłość do chrześcijanina jest bezwarunkowa, gdyż wierzący ma udział w Bożej miłości i łasce. Lecz w tym przypadku, czy nie należałoby raczej powiedzieć, że taki człowiek spełnił warunki miłości Bożej? Jezus spełnił za nas pierwszy z tych warunków: Oczyścił nas z grzechu, którego Bóg nienawidzi. Wierzący zaś spełnia dzięki Łasce warunek drugi: wiarę. A może jeszcze trafniej byłoby rzec, że miłość Boża okazana danej osobie jest uwarunkowana Bożym planem obdarowania życiem wiecznym tych, którzy wierzą w Jego Syna? Warunki Bożej miłości są nierozerwalnie związane z Bożą naturą.
Istnieje silna pokusa, aby z pomocą słownika popularnego wśród społeczeństwa „uprzystępnić” chrześcijaństwo dzisiejszemu człowiekowi. A przecież chrześcijanie mają coś daleko lepszego niż wszelkie oferty świata! Głosząc dobrą nowinę w taki sposób wprowadzają tylko zamęt w umysły swych słuchaczy, przeładowane już humanistycznymi skojarzeniami i systemami filozoficznymi. Mówiąc o miłości Bożej, lepiej nie używać sformułowania „miłość bezwarunkowa”. Istnieje doprawdy mnóstwo lepszych określeń.

W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przezeń żyli.
Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za gzechy nasze...
A myśmy poznali i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim [1 J 4,9-10.16].

Niepojęty ogrom miłości Bożej przewyższa wszelkie pojęcie miłości, jakie obmyślą humanistyczni psycholodzy. Dogmat o bezwarunkowej miłości to mit, który gloryfikuje raczej człowieka niż Boga.

(PsychoHeresy Awareness Letter
vol. 5 nr 5
wrzesień/październik 1997.
za uprzejmą zgodą Wydawców).


Przypisy:

1 Webster's New Universal Unabridged Dictionary, wyd. 2, 1983.
2 Jay Haley, Strategies of Psychotherapy, Grune & Stratton, Inc., New York 1963, s. 71, 82.
3 Paul Brownback, The Danger of Self-Love, Moody Press, Chicago 1982, s. 66.

                                

                       

Pisz do nas: kontakt@tiqva.pl