Pamięć jak komputer cz. 1

Jeden z najpopularniejszych ostatnio nurtów psychologicznych głosi, że ze swojej świadomości usuwa człowiek do nieświadomości impulsy i wspomnienia, one zaś w ogromnym stopniu kierują jego postępowaniem, oddziałując poprzez aktywną, wpływową nieświadomość.

 
Wpływ Freuda
Mówiąc krótko: według niedowiedzionej naukowo teorii bolesne wspomnienia są wyrzucane z normalnej pamięci i gromadzone w nieświadomości mającej na nas ogromny wpływ. Ukryte w nieświadomości „zapomniane” wspomnienia skłaniają nas do konkretnych zachowań. Ta zrodzona z myśli freudowskiej nieudowodniona teza zakłada, że jeśli wydobędziemy na światło dzienne ukrytą zawartość nieświadomości, to dowiemy się, dlaczego postępujemy tak, a nie inaczej, a posiadając taką wiedzę o sobie będziemy mogli zmienić swoje myślenie i zachowania. Jeśli więc na przykład podczas terapii „przypomnimy sobie” „zapomniane wspomnienie” o wykorzystaniu seksualnym, będzie ono tłumaczyć nasze obecne zachowania.
Teza taka przeczy jednak biblijnej nauce na temat natury człowieka, jego osobistej odpowiedzialności oraz grzechu.


Wspomnienia prawdziwe czy fałszywe?
Czy „zapomniane” wspomnienia przywoływane przez uczestników terapii są wspomnieniami prawdziwymi? Czy istotnie tłumaczą, dlaczego jesteśmy, jacy jesteśmy, i czemu zachowujemy się tak, a nie inaczej? Twierdząco na to pytanie odpowie większość ludzi, także chrześcijanie, zwłaszcza jeśli zaangażowali się w „psychologię chrześcijańską”, słuchają pewnych audycji radia chrześcijańskiego lub czytują popularną literaturę chrześcijańską.
Jednak jak wykazują badania, wspomnienia nie są sprawą tak jednoznaczną, za jaką uchodzą. Dodajmy tu brak faktycznych dowodów na poparcie freudowskiej teorii nieświadomości i teorii tłumienia wspomnień. Skoro nie ma dowodu na to, że „zapomniane” wspomnienia kierują naszym obecnym zachowaniem i emocjami, za bezcelowe i bezowocne należałoby uznać wędrowanie po przeszłości, coraz częściej zastępujące teraźniejsze spoglądanie na Pana i Jego Słowo. Biblia zachęca wierzących, by zewlekli z siebie starego człowieka. Nawet jeślibyśmy zdołali wskrzesić prawdziwe wspomnienia bolesnych zdarzeń, negatywne skutki takiego wskrzeszenia mogą się okazać znacznie gorsze niż zapomnienie.
Wiara w nieświadomość, pełną zapomnianych wspomnień kształtujących obecne zachowanie, zrodziła osobliwy gatunek psychologów, specjalizujących się w nadużyciach związanych z rytuałem satanistycznym. Liczni chrześcijanie prowadzą poradnictwo właśnie na podstawie teorii nieświadomości, tłumienia wspomnień i amnezji traumatycznej (pourazowej). Niezliczona zaś rzesza innych chrześcijan - podczas terapii lub dzięki lekturze książek zachęcających do poszukiwania tych wspomnień - „przypomina sobie”, jak zostali wykorzystani seksualnie bądź w rytuale satanistycznym.
Jeśli już ktoś „przypomni sobie” te straszliwe wypadki, nie przekona go żadna góra dowodów. Nawet gdy reszta rodziny twierdzi, że wypadki takie nie mogły się zdarzyć, a pediatrzy i ginekolodzy wykluczyli tę możliwość, ktoś na nowo „pamiętający” wykorzystanie jest przekonany, że to wspomnienia prawdziwe.
A skutek? Nie jest nim lepsze zrozumienie prawdziwej przeszłości; jest nim „potrzeba” nieustającej terapii! Ponadto osoby, którym zarzucono wykorzystanie seksualne, są oskarżane o wymigiwanie się od winy (to kolejny freudowski mechanizm obronny). Zostają zmuszone do wykazania swojej niewinności, zamiast - jak być powinno - cieszyć się opinią niewinnego dopóty, aż zostanie im dowiedziona wina.


Wykorzystanie - ale jakie?
Stawiamy następujące pytanie: Czy faktyczne wykorzystanie nie następuje właśnie podczas terapii [wewnętrznego uzdrawiania]? Nie chodzi o krzywdę seksualną, ale umysłową. O nadużycie wobec czyichś wspomnień. O krzywdę wyrządzoną członkom rodziny, oskarżanym, odrzuconym, pozwanym do sądu. Niełatwo odpowiedzieć na te pytania, bowiem umysł ludzki to najbardziej złożony i najmniej poznany aspekt całego stworzenia Bożego.
Na szczęście pewne teorie wynikłe z przeogromnego wpływu Freuda na naszą kulturę poddaje się nareszcie analizie i staranniejszym badaniom. Śledzenie badań nad pamięcią jest szczególnie ważne dla człowieka wierzącego, w naszych bowiem kręgach za prawdę uznano już zbyt wiele mitów, i zbyt wielu zwolenników „psychologii chrześcijańskiej” uważa jej tezy za „nowo odkrytą prawdę Bożą”.
7 stycznia 1993 r. PrimeTime nadał blok programów o takich właśnie terapiach oraz wywiady z terapeutami. Czołowy terapeuta tego ruchu uważa, że w Ameryce żyją dziś setki tysięcy ofiar satanistycznego rytuału, które stłumiły koszmarne wspomnienia. PrimeTime pokazał też urywki seminarium, na którym terapeuci uczyli się lepiej „pomagać” klientom „przypominać sobie za pomocą hipnozy”.
Nadano też wywiad z dr. George'em Ganawayem. Przebadał on wielu pacjentów, którzy rzekomo doświadczyli satanistycznego wykorzystania, stwierdzając, że de facto żaden z nich nie padł ofiarą satanistycznego rytuału. Dr Ganaway dodał, że „wspomnienia” takie tworzą się same wskutek przyswajania sobie informacji w stanie umysłu wysoce podatnym na sugestie.
Chrześcijanie nie są niestety odporni na zagrożenia płynące z takich terapii ani na oskarżenia o rzekome wykorzystanie, „przypomniane” podczas terapii. W programie wystąpili państwo Grady, których historię opisało czasopismo D Magazine1. Stosunki w rodzinie układały się bez zarzutu do czasu, aż ich córka Gloria poddała się terapii psychologicznej, aby zrzucić wagę. Wskutek terapii regresywnej, mającej znaleźć w przeszłości Glorii „klucz” do jej obecnych problemów z nadwagą, Gloria nabrała pewności, że rodzice poświęcali ją w rytuałach satanistycznych. Wyrazistość jej wspomnień była tak wielka, że nie przekonały jej nawet jednoznaczne dowody przedłożone przed sądem, obalające jej zarzuty. Rodzice wciąż mają nadzieję na odzyskanie córki; choć w czasie nadawania programu Gloria dalej deklarowała wiarę swym „wspomnieniom”.


Precyzyjność wspomnień
Niektórzy chcieliby nas przekonać, że pamięć to swoisty magnetofon, który dokładnie nagrywa każde zdarzenie przechowując je w nienaruszonym stanie. Tymczasem badania nad pamięcią obaliły ten mit stawiając pod znakiem zapytania liczne popularne opinie na temat pamięci i zapominania.
Na przykład - jak precyzyjne są nasze wspomnienia z dzieciństwa? Czy plastyczność wspomnień świadczy o ich prawdziwości? Szwajcarski psycholog Jean Piaget tak opisuje wyraziste obrazy z własnego dzieciństwa:

Dalej widzę, i to bardzo wyraźnie, następującą scenę; o jej prawdziwości byłem przekonany aż do 15 roku życia. Siedzę w wózeczku, a opiekunka idzie z nim przez Pola Elizejskie. Wtem jakiś mężczyzna usiłuje mnie porwać. Siedzę w wózku przymocowany paskiem, a opiekunka dzielnie broni mnie przed złoczyńcą. Wskutek tego nabawia się paru zadrapań na twarzy; jeśli wytężę pamięć, jeszcze je widzę. Gromadzi się tłum, przybywa policjant w krótkiej kurcie i białej czapce; porywacz bierze nogi za pas. Wciąż mam to przed oczyma, mogę nawet wskazać miejsce incydentu, koło stacji metra.

Zwróćmy uwagę na szczegółowość opisu. A przecież - jak mówi Piaget - jest to żywe wspomnienie wypadku, który... nigdy się nie wydarzył! Opiekunka wyznała to, kiedy miał około 15 lat. Piaget pisze:

Zmyśliła całą historię, sama się podrapała. Jako dziecko musiałem słyszeć jej opowiadanie. Rodzice uwierzyli, a ja zachowałem je w formie plastycznego wspomnienia z przeszłości.2

Wspomnienia mogą się tworzyć z obrazów, podsłuchanych rozmów, snów, sugestii i wyobraźni, nie tylko z autentycznych faktów. I zmieniają się w czasie. Nawet przypominając sobie minione zdarzenia, próbujemy uzupełniać luki. Ilekroć więc wspomnienie jest przywoływane, towarzyszą mu emocje danej chwili oraz szczegóły dopełniane wyobraźnią.
Elizabeth Loftus słynie z badań nad dziedziną pamięci. Książkę zatytułowaną „Pamięć. Zdumiewające odkrycia co do pamiętania i zapominania” rozpoczyna opisem swoich wspomnień o ojcu, snutych po jego śmierci. Na początku były to najświeższe obrazy ojca cierpiącego na ostatnie stadium raka. A potem?

Powoli w moich myślach zaczęły się pojawiać szczęśliwsze chwile. Widziałam, jak stoi na podwórzu i trzyma wychudzonego kociaka. Potem w salonie, z rodziną. Widziałam nawet, jak siedzę mu na kolanach - - nie mając więcej jak cztery lata.3

Nieco później uświadomiła sobie, skąd te wspomnienia. Wszystkie te chwile były utrwalone na zdjęciach. Przypominała więc sobie fotografie! Jej pamięć została wzmocniona dodatkową informacją wizualną.
Przypominania sobie nie można traktować jak cofania niewidzialnej taśmy do danego zdarzenia. Polega ono raczej na kompletowaniu strzępów i kawałków informacji, które logicznie do siebie pasują. Nie można polegać na precyzji tego procesu. Nawet obraz najświeższego zdarzenia bywa nieścisły, z tego choćby powodu, że niedokładnie dostrzegliśmy szczegóły. Dlatego świadkowie tego samego zdarzenia nieraz opowiadają zupełnie co innego.
Wspomnienia są poza tym bardzo wrażliwe; mogą zmieniać się z każdym przypomnieniem. Loftus pisze:


Z upływem czasu, przy odpowiedniej motywacji, w zestawieniu ze szczególnymi sprzecznymi faktami, ślady wspomnień wydają się czasem zmieniać, przekształcać. Zniekształcenia te bywają niepokojące, mogą bowiem pozostawić nam wspomnienia zdarzeń, których nigdy nie było.4

Nawet w warunkach idealnych wspomnienia nigdy nie są kompletne. Luki twórczo wypełniamy treścią prawdopodobną. Wskutek tej naturalnej skłonności oraz możliwości tworzenia nowych wspomnień przez hipnozę i inne formy sugestii chrześcijanie powinni ostrożnie podchodzić do poradnictwa, które wyjaśnienia obecnych zachowań szuka w tak zwanych tłumionych wspomnieniach zalegających we wszechpotężnej nieświadomości.
W odróżnieniu od pamięci komputerowej pamięć ludzka nie przechowuje wszystkiego, co do niej wchodzi. Po pierwsze, umysł przesiewa mnogość bodźców, które chcą do niego wejść podczas danego zdarzenia. Następnie czas, późniejsze wydarzenia, a nawet przypominanie tego sobie zabarwiają wspomnienia, wręcz zmieniają je. W twórczym procesie przypominania sobie ogólnikowe wspomnienia zdarzeń mogą zostać dopełnione wyimaginowanymi detalami. Poza tym - zapominamy o niewiarygodnej wprost ilości informacji, które po prostu „ulatują z głowy”, nie chowając się wcale w zakamarkach mózgu. Pamięć nie jest ani kompletna, ani stała.



PsychoHeresy Awareness Newsletter, 1993 nr 1
(za uprzejmą zgodą Wydawcy).




1 Glenna Whitley, „The Seduction of Gloria Grady”, D Magazine X 1991, s. 44-49,66-71.
2 Jean Piaget, Plays, Dreams and Imitations in Childhood, Norton, New York 1962.
3 Elizabeth Loftus, Memory: Surprising New Insights Into How We Remember and Why We Forget, Addison-Wesley Publishing Company, Reading, MA, 1980, s. 1-2.
4 Ibid., s. 37.

Martin i Deidre Bobganowie od kilkudziesięciu lat należą do autorytetów w dziedzinie poradnictwa biblijnego, przeciwstawianego tzw. „psychologii chrześcijańskiej”; są autorami m.in. klasycznego podręcznika How to Counsel from Scripture (Poradnictwo w oparciu o Pismo) oraz The Psychological Way/ /The Spiritual Way (Sposób psychologiczny a sposób duchowy). W ubiegłym roku odważyli się na publiczną samokrytykę: Wskazali, że chcąc stworzyć biblijną alternatywę dla psychologii chrześcijańskiej przyczynili się przez lata do powstania kolejnego sformalizowanego systemu, który - choć z pewnością wierniejszy Biblii niż psychologia chrześcijańska - w końcu także sprzeniewierzył się idei życia oraz duszpasterstwa ukazanych w Piśmie Świętym. W najnowszej książce Against Biblical Counselling, For the Bible zachęcają do poważnego traktowania zaleceń Biblii, jako jedynych zdolnych przynosić trwałe owoce.
Słyną z profesjonalnych analiz współczesnych prądów filozoficzno-psychologicznych i ich wpływu na chrześcijaństwo: Hypnosis and the Christian (Hipnoza i chrześcijanin), PsychoHeresy, Four Temperaments, Astrology and Personality Testing (Cztery temperamenty, astrologia i testy osobowości) czy 12 Steps to Destruction (12 kroków do destrukcji).

***********************************************************************************************************************


W Ameryce...

Rodzice dostają listy i telefony - rozpoczyna się piekło oskarżeń o znęcanie się i kazirodztwo. To nie rodzice małych dzieci i nastolatków - lecz dzieci dorosłych, które dotąd nie pamiętały, żeby mama czy tata wykorzystywali je seksualnie. Lecz oto jak grom z jasnego nieba - rodziców zbijają z nóg najkoszmarniejsze historie. Dorosłe dzieci, zwykle córki, z niezachwianą pewnością twierdzą, że pamiętają najdrobniejsze detale seksualnego wykorzystania przez rodzica. Skąd te pomysły? Skąd te nieoczekiwanie wyraziste wspomnienia? Co pozwala im wydostać się na powierzchnię?

Szukając źródła niezwykłej obfitości takich rodzinnych horrorów znajdujemy terapię wewnętrznego uzdrowienia i inne formy terapii typu regresywnego.

Rodzice stają jak wryci. Oskarża się ich o zboczenia seksualne, jakie nigdy nie przeszłyby im przez myśl. Każda próba tłumaczenia tego dzieciom to rzucanie grochem o ścianę. Oskarża się ich i osądza nie dając możliwości obrony, opierając się wyłącznie na rzekomych wspomnieniach wydobytych dzięki terapii wewnętrznego uzdrawiania. Rodzice zauważają, że związano im ręce i że nie mogą zrobić nic, by pomóc dorosłej latorośli, która nagle nie chce mieć z nimi nic do czynienia.

Dlaczegóż zresztą wątpić w nagłe „przypomnienie sobie” przez dorosłą kobietę ukrytego wspomnienia? Czy pamięć nie jest jak magnetofon czy komputer, który wiernie zapisze wszystko i w zakamarkach nieświadomości przechowa każde wydarzenie naszego życia? Czyż nie istnieją wiarygodne techniki pozwalające człowiekowi dokładnie zrekapitulować przeszłe wydarzenia?

***********************************************************************************************************************

Godne przytoczenia

„Mózg ludzki jest prawdopodobnie tworem zbyt złożonym, by można go oddać przez jakąś jedną konkretną metaforę.”

Nancy Andreasen, The Broken Brain, Harper&Row, New York 1984, s. 90.

„Ponieważ nie posiadamy zbyt dobrego rozumienia mózgu, raz po raz ulegamy pokusie wykorzystania najnowszych osiągnięć techniki w roli modelu pomocnego w jego pojmowaniu.

Za czasów mojej młodości zapewniano nas, że mózg to jakby centrala telefoniczna. („A cóż by innego?!”). Śmiałem się na myśl o tym, że Sherrington, wielki brytyjski badacz układu nerwowego, uważał, że mózg działa na zasadzie systemu telegraficznego. Freud często przyrównywał mózg do systemu hydraulicznego bądź elektromagnetycznego, Leibniz zaś - do młyna. Teraz oczywiście odpowiednią metaforą jest komputer cyfrowy...

Komputer to prawdopodobnie dla mózgu metafora nie lepsza i nie gorsza niż wcześniejsze analogie mechaniczne. Mówiąc, że mózg jest jak komputer, dowiadujemy się na jego temat prawdopodobnie nie więcej niż wówczas, gdy przyrównujemy go do centrali telefonicznej, systemu telegraficznego, pompy wodnej czy silnika parowego.”

John Searle, „Minds, Brains, and Science”, The 1984 Reith Lectures, British Broadcasting Corporation, London 1984, s. 44, 55, 56.

„Krótko mówiąc, pamięć to wstrętny osobnik. W najgorszym razie możemy nazwać go zdrajcą, w najlepszym - psotnikiem. Potrafi dawać nam żywe wspomnienia wydarzeń, które wcale się nie wydarzyły, zacierając jednocześnie krytyczne szczegóły zajść, które naprawdę miały miejsce.”

Carol Tavris, „The Freedom to Change”, PrimeTime X 1980, s. 28.