Nie odrzucił Bóg swego ludu, który uprzednio sobie upatrzył.

Rzym. 11:2

Upajająca czara

                                   
Oto Ja uczynię z Jeruzalemu puchar taczania się dla wszy­stkich ludów wokoło [...] uczynię z Jeruzalemu cięż­ki kamień dla wszystkich ludów [...] W owym dniu uczy­nię z książąt Judy jakby [...] żagiew płonącą w słomie, i bę­dą pożerać z prawej i z lewej strony wszystkie ludy wo­koło... (Zach 12,2.3.6; BB).
Gdy około 2 500 lat temu spisywano to proroctwo, Je­ro­zo­li­ma leżała w gruzach. Jej późniejsza historia to pasmo wciąż na nowo powtarzających się klęsk, rozpędzania Żydów na czte­ry strony świata i nieustających pogromów. A jednak Bóg w 1948 r. sprowadził swój wzgardzony lud z powrotem do jego ziemi. Dziś zaś Jerozolima, niby ciężki kamień uwie­szo­ny u szyi świata, jest najtrudniejszym problemem, jaki mu­szą roz­gryźć Narody Zjednoczone. Tak jak zapowiedzieli pro­ro­cy.

„Żagiew płonąca”
Izrael ma maleńkie rozmiary, lecz jego siła przeraża wie­lu. Ameryce w pożałowania godny sposób nie udało się wy­ciąg­nąć z Iranu swoich zakładników - Izrael wydobył swo­ich z sa­me­go serca Afryki, tracąc tylko jednego człowieka. Kie­dy pe­w­ny swego Irak rozbudowywał swój potencjał ato­mo­wy, iz­ra­el­skie bombowce zmiotły wszystko z powierzchni zie­mi. Iz­ra­el­skie siły zbrojne mogłyby zająć Kair, Damaszek i Bej­rut. Je­ro­zo­lima jest naprawdę jak „żagiew płonąca w słomie”, „po­że­ra­ją­ca z prawej i z lewej strony wszystkie ludy wokoło”.
Większość dzisiejszych państw świata nie godzi się uznać Je­rozolimy za stolicy Izraela - chcąc widzieć to miasto pod kon­trolą międzynarodową. Watykan już od 48 lat domaga się ta­kiego jego statusu. Ostatnio dopominały się o to głowy spo­łe­czności chrześcijańskiej w Jerozolimie. Tego samego żąda Świa­towa Rada Kościołów. Zdumiewającym jest fakt, że przy­wód­cy izraelscy zaoferowali niedawno po cichu Watykanowi rzą­dy nad Jerozolimskim Starym Miastem. Jerozolima ma się stać „drugim Watykanem świata”.
Ponad 800 napomknień o Jerozolimie na kartach Biblii mo­że nam dać jedyne wytłumaczenie jej niezwykłej wagi na dzi­siej­szej arenie politycznej świata: Jerozolima to „miasto Boga na­szego” (Ps 48,2.9), wybrane przez Niego, aby odegrać szcze­gólną rolę w dziejach ludzkości. Ponadto ma się Je­ro­zo­li­ma stać stolicą krainy znacznie większej niż dzisiejszy Izrael: „od rzeki egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat” (1 Mojż 15,18), da­rowanej przez Boga potomkom Abrahama, Izaaka i Jakuba  na wieki  (1 Mojż 13,15; Jer 7,7 etc.).

Arabski dylemat
Nawet Koran nazywa Izraelitów „ludem księgi”, za­pro­wa­dzo­nym przez Mojżesza do ziemi obiecanej i uznaje ich pra­wo do niej (Sura 2,63nn; 5,19-24.68.70; 10,91.94; 44,30nn itd.). Mimo to islam głosi dziś, że ziemia izraelska to wła­sność Arabów - i dlatego państwo żydowskie musi zostać uni­ce­s­t­wio­­ne! W przeciwnym razie islam okazałby się religią fał­szy­wą. O to toczy się gra. Zwodnicze arabskie za­klę­cia o po­koju słu­żą wyłącznie do wypracowania Arabom lep­szej po­zy­cji do osta­tecznego ataku na Izrael. Owszem, po­zor­ny po­kój zo­sta­nie zawarty - ale utoruje tylko drogę do Ar­ma­ge­do­nu.
Pokonanie młodego Dawida z zewnątrz jest, jak się zdaje, dla arabskich Goliatów celem nierealnym; próbowali już tego nie raz, zawsze na próżno. Trzeba go więc będzie zaskoczyć od wewnątrz, za pomocą „ofensywy pokojowej”. Strategię arab­ską widać jak na dłoni: czynić pozory pokojowych za­mia­rów, podpisywać porozumienia pokojowe i za pomocą wsze­l­kich możliwych wybiegów zdobywać sobie przyczółki na te­re­nie państwa izraelskiego, skąd będzie można później przy­pu­ścić ostatni atak, kończący się jego unicestwieniem. Wy­ob­ra­żanie sobie, że Arabami mogłyby kierować jakiekolwiek in­ne intencje, jest zwodzeniem samego siebie.
Pomimo tego na negocjacje izraelsko-palestyńskie patrzą z op­tymizmem nawet niektórzy chrześcijanie ewangelikalni. Os­tat­nio mrzonki te propagują Paul Crouch z amerykańskiej sieci TBN i Pat Ro­bert­son z CBN. Ich zdaniem pokój Boży do­ko­na się za sprawą ter­ro­rystycznej organizacji islamskiej oraz nie­wierzącego przy­wódz­twa izraelskiego, które sprzeciwiając się Bogu oddaje zie­mię nadaną przez Niego Izraelowi, która ni­gdy nie miała być nikomu odstąpiona!
Jaser Arafat patrzy trzeźwiej. Na początku 1994 r. podczas prze­mówienia w johannesburskim meczecie we­zwał Arabów do kontynuowania dżihad (świętej wojny) o od­zy­skanie Jero­zo­limy. Wyraził się jasno: „Porozumienia tego [mię­dzy OWP a Iz­raelem] nie uważam za nic więcej niż po­ro­zu­mienie, jakie nasz Prorok Mahomet podpisał z Kuraj­szy­ta­mi”. Pod­pisawszy „po­kój” z Kurajszytami, czyli swoim wła­s­nym ple­mie­niem, Ma­homet złamał przymierze pod byle pre­te­k­stem, wy­mo­r­do­wał przywódców plemienia i zdobył Mekkę. Ara­fat chciał za­tem powiedzieć, że OWP-owskie porozumienie z Iz­ra­e­lem sta­nowi jedynie krok ku jego pokonaniu i zostanie zła­ma­ne.

Islam zdobywca
Niezmiennym celem islamu pozostaje zdobycie nie tylko Iz­raela, ale i całego świata. Na Zachodzie głośno było o Żela­z­nej i Bambusowej Kurtynie i dążeniach ko­mu­ni­s­tów do pod­bo­ju świata. Mass media nigdy jednak nie wspo­mi­na­ją o Ku­r­ty­nie Is­lamskiej ani też o muzułmańskich za­mia­rach zdobycia świa­ta dla Allacha. Dawny Związek So­wiec­ki, a na­wet dzi­siej­sze ko­munistyczne Chiny cechuje większa wol­ność religijna niż Ara­bię Saudyjską, Af­ga­nistan, Sudan i in­ne kraje islam­skie. Na Zachodzie me­czety wyrastają jak grzyby po deszczu, pod­czas gdy is­lam odmawia podobnej wolności na obszarach pod swą wła­dzą. Szacuje się, że do 2000 r. je­dna trzecia mie­­sz­kań­ców świa­ta nawróci się na tę naj­szyb­ciej rosnącą li­cze­b­nie re­li­gię.
Islam od początku był religią zdobywców. Sam Ma­ho­met do­wodził 27 wyprawami na sąsiednie miasta, a jeszcze za je­go życia jego zwolennicy dokonali kolejnych pięć­dzie­się­ciu. Pod­bijane narody stawały przed wyborem: islam lub śmierć. Cza­sami dawano trzecią możliwość: wysoki ha­racz. Islam siłą zdo­był rozległe terytoria, nad którymi dziś pa­nuje i gdzie mu­zuł­maninowi nie wolno nawrócić się na in­ną religię. W Arabii Sau­dyjskiej karą za takie nawrócenie jest dziś śmierć.
Terroryści odgrywają w podbijaniu świata dla is­la­mu rolę szcze­gólną. Pewne miejsce w raju, obiecane każdemu mu­zuł­ma­ninowi, który umiera podczas dżihad, prowokuje naj­sku­te­cz­niejszą działalność terrorystyczną - samobójców, któ­rzy na wła­snym ciele umieszczają ładunki wybuchowe przeznaczone dla Iz­raelczyków. „Twarze [tych] umęczonych [bohaterów] spo­glądają na nas z tysiąca oplakatowanych murów Bejrutu i Te­heranu [...] Gdy egipski żołnierz Sulejman Chater wpadł w szał na Synaju i zabił pięcioro izraelskich turystów, co zrobił Iran? Ogłosił go bohaterem, nazwał jego imieniem ulicę i wy­zna­czył jeden dzień ku jego czci...”
Nieżyjący już Ajatollah Chomeini wyjaśnił: „Zabijać i być za­bijanym dla Boga to w islamie najwyższa radość”. Podczas woj­ny z Irakiem Iran oczyszczał pola minowe za pomocą ty­się­cy uczniów szkół powszechnych, których wypuszczał na­przód przed piechotą i czołgami. W 1982 r. tylko na jednym po­lu minowym wybuchy min rozerwały na strzępy około 5 000 dzieci oczyszczających drogę dla armii.
Arabski terroryzm ukazują media jako dzieło wą­skiego ma­r­gi­nesu fanatyków, którzy nie są za pan brat z tra­dy­cyjnym is­la­mem i oświeconym społeczeństwem arabskim. A przecież Ko­ran (Sura 5,33; por. też: 47,7) głosi, że wszy­s­cy, którzy sprze­ci­wia­ją się Allachowi (czyli niemuzułmanie), ma­ją być „za­bici lub ukrzyżowani, lub mają mieć ucięte dło­nie i stopy po prze­ciw­nych stronach...” Sura 9,5 poleca „za­bi­jać [nie­mu­zu­ł­ma­nów], gdziekolwiek ich znajdziecie, i brać ich [w nie­wo­lę], i ob­legać ich, i dla każdego z nich szykować za­sa­dz­kę...”

O dziennikarska przewrotności!
Pomimo to największe światowe mass media pozostają pro­arab­skie i antyizraelskie. Stronniczość tę widać niemal na ka­ż­dym kroku. Zwróćmy uwagę, jak wybielono ter­ro­ry­s­tyczną or­ga­nizację Hamas, kiedy jeden z jej członków wy­sadził się w tel­awiwskim autobusie, zabijając 22 Izraelczyków i wie­lu ra­niąc. Tego samego dnia komentator wiadomości CNN Hilary Bow­ker zauważył, że choć większość ludzi na dźwięk nazwy „Ha­mas” wyobraża sobie od razu organizację ter­rorystyczną, to „grupa ta bynajmniej nie ogranicza się do ta­kiej dzia­łal­no­ś­ci...” Rosemary Hollis, „ekspert” uczestniczący w programie, do­dała: „Stanowią część społeczeństwa. Wielu wy­kszta­ł­co­nych członków Hamasu [...] pełni funkcje [...] w szko­łach, w szpi­talach, w meczetach [...] [służąc] biednym lu­dziom”.
Inne sieci telewizyjne podchwyciły ów trend wybielania, w tym naj­popularniejszy w Ameryce program informacyjny „World News Tonight” sieci ABC z Peterem Jenningsem. W Je­ru­salem Post napisano: „W zakresie przemianowania masakry Iz­­ra­el­czy­ków na propalestyńską propagandę nie znajdziemy wi­r­tu­oza większego niż Peter Jennings.” Nie wspomniano ani sło­­wem o ofiarach śmiertelnych wysadzenia autobusu, sam zaś czyn nazwał Jennings aktem zemsty na wcześniejszy atak na me­czet dokonany przez jednego Izraelczyka. Niestety, Jen­nings nie raczył odróżnić impulsywnego ataku dokonanego na wła­sną rękę przez oszalałą jednostkę od starannie za­pla­no­wa­ne­go ataku przygotowanego przez organizację oficjalnie zaj­mu­jącą się terrorem, i to przy poparciu państw arabskich. Ha­mas głośno woła, że każdy muzułmanin jest obowiązany przy­czy­nić się do zniszczenia Izraela; Jennings zaś ukazuje tych za­wo­dowych morderców jako „pobożnych i politycznie uświa­do­mionych muzułmanów”, malując ich barwami bo­ha­te­rów. Za śmierć Nachszona Wachsmana, izraelskiego żoł­nie­rza, wi­ni się Izrael, a nie organizację Hamas, która go po­rwa­ła. Jak od­dał to Jennings, Wachsman „zginął w konsekwencji pró­by si­łowego odbicia go przez Izraelczyków”. Izrael więc po­­wi­nien się wstydzić, że ratuje swoich!
Rekord wszakże należy do Toma Brokawa, który nadał z Je­ro­zolimy program „Opowieść o izraelskich oj­cach”. Znalazły się tam „wywiady z ojcem Nachszona Wachs­ma­na Jehudą Wachsmanem i z Tiassirem Nacze, bogatym kup­cem arab­skim, ojcem jednego z porywaczy Nachszona. [Mó­wi Bro­kaw:] Dwaj ojcowie z Bliskiego Wschodu, obaj bo­le­jący [...] po­bożni ludzie, połączyli się na tę chwilę w śmie­rci swych sy­nów.” Należałoby zapytać, jakim to prawem śmierć ko­goś za­mordowanego kładzie się na jednej sza­li ze śmie­rcią tego, kto go porwał i zabił. Majstersztyk my­d­le­nia oczu!

Muzułmańska proza życia
Spośród 21 państw arabskich ani jedno nie jest de­mo­kra­ty­cz­ne. Nie ma wolności wyznania, a często i innych pod­sta­wo­wych praw obywatelskich. Jedynie muzułmanin może otrzy­mać obywatelstwo np. Ara­bii Saudyjskiej. Spotkania chrze­ś­ci­jan, czy to publiczne, czy prywatne, są wyjęte spod pra­wa. Na Filipinach uwięziono niedawno pięciu chrześcijan za or­ga­ni­zo­wanie w domu spotkań biblijnych. Od 1991 r. w Pa­kistanie obo­wiązuje kara śmierci za bluźnierstwo wo­bec Al­la­cha. W Su­danie chrześcijan krzyżuje się. Tym­cza­sem na Za­cho­dzie mu­zułmanie cieszą się wolnością religii, pra­sy i sło­wa, której od­mawia się niemuzułmanom w krajach arab­skich. W Ame­ry­ce tysiące obywateli, w tym muzułmanów, pro­te­s­to­wa­ło prze­ciw wojnie w Zatoce Perskiej; w „so­jusz­ni­czej” zaś Arabii Sau­dyj­skiej, za którą walczono, rząd ostrzegł, że każdy pro­test bę­dzie ka­ra­ny obcięciem ręki i nogi lub śmie­r­cią. W ksią­żce Is­la­mic In­va­sion (Inwazja islamu) Robert Mo­rey wy­ja­ś­nia:
Prawo islamskie nie uznaje wolności słowa, wolności sumienia, wo­l­ności zgromadzeń i wolności prasy [...] niemuzułmanom [...] zwy­czajowo odmawia się nawet najbardziej podstawowych praw oby­watelskich...
Więzienie bez stosownego procesu sądowego, stosowanie tortur, zabójstwa polityczne, obcinanie rąk, nóg, uszu, języków - i głów, wyłupywanie oczu, wszystko to stanowi część dzisiejszego pra­wa islamskiego, tak samo jak stanowiło w kulturze arabskiej VII wie­ku. [...] Dopóki się tego nie zrozumie, [...] nie zrozumie się ni­gdy, dlaczego muzułmanie myślą i zachowują się w taki, a nie in­ny sposób...
Odmawianie praw obywatelskich kobietom, wyraźnie zawarte w samym tekście Koranu, jest odzwierciedleniem kultury arabskiej VII wieku i niskiej wówczas pozycji kobiety.

Prożydowscy czy pro-Boży?
Na świecie nasila się też antysemityzm o podłożu nie­mu­zu­ł­mań­skim. Znów - jak za czasów Hitlera - rozpaczliwie po­trze­ba bezpiecznego schronienia dla Żydów. Lecz tak jak wte­dy, tak i dziś odmawia się go. Izraelowi brak miejsca na bu­do­wę domów, ale świat staje po stronie ter­ro­ry­s­tów, do­ma­ga­jąc się zaprzestania budowy osiedli żydowskich na „te­ry­to­riach oku­powanych”. Gdzie zatem mają się po­dziać ży­do­wscy ucie­ki­nierzy - na przykład z Rosji, gdzie Wła­dimir Ży­ri­nowski wprost zapowiada: „Postąpię jak Hitler [...] Będę pe­wnie mu­siał powystrzelać ze sto tysięcy” (i zdo­by­wa 1/4 gło­sów)?
„Terytoria okupowane”? Bóg obiecał tę ziemię swemu lu­do­wi. Kto sprzeciwia się wejściu Izraela w pełne po­sia­da­nie tych ob­szarów i zamieszkiwaniu w spokoju w ziemi dzie­dzi­c­twa, ten występuje przeciw Bogu i naraża się na prze­kleń­stwo, któ­re On sam wypowiedział: „Będę błogosławił bło­go­sła­wią­cym tobie, a przeklinających cię przeklinać będę...” (1 Mojż 12,3). Kto wierzy Biblii, ten przyzna, że „zie­mia obie­ca­na” na­le­ży do po­tomków Abrahama, nadana przez sa­me­go Boga. I bę­dzie się mo­dlił, by mogli w spo­ko­ju radować się tym dzie­dzic­twem.
Nie jest to kwestia pozycji „proizraelskiej” czy „pro­arab­skiej” (lub vice versa) - ale kwestia przyznania racji Bogu. Tra­ge­dią jest, iż chcąc odebrać Izraelowi ziemię, narody arab­skie sprzeciwiają się Bogu i same pozbawiają się bło­go­sła­wie­ń­stwa obie­canego tym, którzy będą błogosławić Izrael. Po­gró­ż­ki, wście­kłość i terroryzm nie zmienią faktów. Bóg dopnie swego.
Niestety, Bogu nie wierzą sami Izraelczycy.
Izrael oddał Synaj Egiptowi, a Palestyńczykom oddaje wła­ś­nie Gazę i Zachodni Brzeg Jordanu. Na początku lu­tego 1995 ro­ku w trakcie krótkiej uroczystości wojskowej prze­ka­zał Jo­r­da­nii obszar wielkości 340 km2. Jordańskie Radio triu­mfowało: „Jo­rdania uzyskała pełną władzę nad zie­mia­mi oku­po­wanymi do­tąd przez Izrael.” Tak postępując, Iz­ra­el lek­ce­wa­ży obie­t­ni­ce samego Boga, według któ­rych otrzy­mał zie­mię „na wie­ki” (2 Mojż 32,11-13; 37,25; Jer 25,4-5 itd.) i nie miał jej ni­komu sprze­dawać (3 Mojż 25,23). Zamiast wzno­sić oczy ku Bo­gu, szokująco na­iwnie stara się o po­kój przy po­mocy swoich dwóch od­wie­cz­nych wrogów: Wa­ty­kanu i is­la­mu.
Paradoksalnie, Izrael butnie ufa we własne moż­li­wo­ści. De­kla­racja niepodległości z 14 maja 1948 r., dzieło Da­wi­da Ben-Gu­riona, nie wspomina słowem o Bo­gu, który spro­wa­dził na­ród z powrotem do jego ziemi! Icchak Ra­bin, generał-ma­jor i szef sztabu podczas niezwykłego zwy­cię­stwa Iz­ra­el­czy­ków w woj­nie w 1967 r., szczycił się: „Wszy­st­kiego tego do­konały sa­mo­dzielnie izraelskie siły obron­ne, bez ni­czy­jej po­mocy.” Jak­że inna była postawa kró­la Dawida, któ­ry od­no­sił jeszcze wię­ksze zwycięstwa, lecz całą zasługę przy­pi­sy­wał Bogu. Ile je­szcze musi wy­cie­r­pieć no­wożytny Izrael, że­by na­uczyć się po­kładać ufność w Bo­gu Da­wida i uświa­do­mić so­bie, jak roz­pacz­liwie Go po­trze­bu­je?
Prośmy o pokój dla Jeruzalemu!

Na podst. wyjątku z książki Dave'a Hunta A Cup of Trembling: Jerusalem and Bible Prophecy, The Berean Call lipiec 1995
(za uprzejmą zgodą Autora). Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Pisz do nas: kontakt@tiqva.pl