Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki,

do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości

2 Tym. 3:16

Rozdwojone serce

                                       

Według popularnej mądrości ludzkiej, którą mamy skłonność cenić ponad słowa samego Boga, człowiek powinien umieć dobrze się urządzić. „Jeśli sam o siebie nie zadbasz, to nikt o ciebie nie zadba”. Popularne jest przysłowie: „Pokorne cielę dwie matki ssie”; niektórzy zastosowali je i żyją sobie teraz wygodnie jak u Pana Boga za piecem. „Strzeżonego Pan Bóg strzeże” - mawiają i robią, co mogą, żeby zabezpieczyć się na bliższą czy dalszą przyszłość.

Jednak zapobiegliwość ich jest tylko pozornie dalekowzroczna. Wynika to z następujących słów Jezusa, wypowiedzianych podczas Kazania na Górze: „Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi”.
Słowa te, mówiące o dwoistości serca, o braku lojalności, o działaniu na dwa fronty w roli „podwójnego szpiega”, zyskują wyjaśnienie już w następnych słowach Jezusa: „Nie możecie służyć Bogu i mamonie.”

Mamona
Jezus wyklucza możliwość jednoczesnego zadowolenia dwóch panów, jednoczesnego służenia dwóm różnym sprawom z wystarczającym zaangażowaniem. Jednym z tych panów jest sam Bóg - Jego konkurentem zaś - mamona.
Być może w tym miejscu odetchniemy z ulgą, bo nie jesteśmy osobami majętnymi i nie grozi nam trzos napchany złotem, przesłaniający wszystko, w tym i samego Boga? Nie cieszmy się jednak zbyt szybko, bo już wkrótce okaże się, że każdemu z nas grozi dwoistość serca, kuśtykanie na obie nogi.
Słowo mammonas pochodzi od chaldejskiego źródłosłowu oznaczającego «pewność, dufność». Jest często używane na określenie bogactwa, materialnej pomyślności, czyli najwyżej cenionego wśród ludzi sposobu na zapewnienie sobie świętego spokoju i pewnej przyszłości. Nie musi to więc wcale być trzos pełen złotych talarów czy rachunek dewizowy z wielotysięcznym stanem - chodzi o nasze wewnętrzne dążenie do zabezpieczenia się na przyszłość, o troskanie się o potrzeby naszego ciała i o obawę, że nie zostaną one odpowiednio zaspokojone. O troszczenie się i zabieganie o wiele, podczas gdy naprawdę tylko jedno jest potrzebne.

Jak jej nie służyć?
Jak nie służyć mamonie? Jezus wyjaśnia już w następnych słowach:

,,Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie? Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one? A któż z was, troszcząc się, może dodać do swego wzrostu jeden łokieć? A co do odzienia, czemu się troszczycie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną; nie pracują ani przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całej chwale swojej nie był tak przyodziany jak jedna z nich. Jeśli więc Bóg tak przyodziewa trawę polną, która dziś jest, a jutro będzie w piec wrzucona, czyż nie o wiele więcej was, o małowierni? Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym się będziemy przyodziewać? Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie." (Mat.6,25-29)

Pracowici, lecz nie ze względu na pieniądze
Czyżby Jezus zachęcał swych uczniów do beztroskiego leniuchowania? Czy chodzi o to, żeby człowiek prawdziwie wierzący nie pracował i z lekkim sercem miał nieustanne wakacje, a żywił się kosztem tych „duchowo niedojrzałych”, którzy naiwnie trudzą się, żeby zarobić na chleb? (Taką zasadę wyznaje wielu „ewangelistów” zza oceanu).
Z Pisma Świętego nie wynika, że właśnie o to chodzi. Apostoł Paweł pisze o sobie: „...u nikogo nie jedliśmy darmo chleba, ale w trudzie i znoju we dnie i w nocy pracowaliśmy [...] dlatego, że wam siebie samych daliśmy za przykład do naśladowania. Bo gdy byliśmy u was, nakazaliśmy wam: Kto nie chce pracować, niechaj też nie je”(2Tes.3,8-10). W Piśmie znajdujemy też zachętę, aby pracować, byśmy mieli z czego udzielać potrzebującym.
Zauważmy dobrze: Pan Jezus poleca, aby się  nie martwić, a nie - aby się  nie trudzić.
Jesteśmy na tej ziemi po to, aby się trudzić i pracować - lecz służąc Bogu cały nasz wysiłek mamy podejmować z myślą o Nim. Mamy się trudzić - ale tylko dla jednego Pana, nie dla siebie. Mamy z całych sił zabiegać - ale tylko o jedno: żeby we wszystkim podobać się Panu.
Dlatego napomnienie, aby nie służyć dwóm panom, kończy Jezus słowami: „Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane”.

Lojalni żołnierze
Bóg pragnie całego naszego serca, i nie zadowoli się jego połową ani nawet trzema czwartymi. Ten, kto do Niego przychodzi, musi przychodzić z ufnością, że kiedy będzie służył swojemu Panu, Ten zatroszczy się o jego potrzeby. W przeciwnym razie marnym okaże się sługą i nie przyniesie żadnego owocu. Dlatego apostoł Paweł napominał Tymoteusza: „Żaden żołnierz nie daje się wplątać w sprawy doczesnego życia, aby się podobać temu, który go do wojska powołał.”
Tę dwoistość serca ukazał Pan Jezus w przypowieści o siewcy:

,,Oto wyszedł siewca, aby siać. A gdy siał, padły niektóre ziarna na drogę i przyleciało ptactwo i zjadło je. Inne zaś padły na grunt skalisty, gdzie nie miały wiele ziemi, i szybko powschodziły, gdyż gleba nie była głęboka. A gdy wzeszło słońce, zostały spieczone, a że nie miały korzenia, uschły. A inne padły między ciernie,  a ciernie wyrosły i zadusiły je.  Jeszcze inne padły na dobrą ziemię i wydały owoc, jedne stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny." (Mat.13,3-8)

Potem wyjaśnia Pan: „...posiany między ciernie to ten, który słucha słowa, ale umiłowanie tego świata i ułuda bogactwa zaduszają słowo, i plonu nie wydaje...”
Zbawienie, które otrzymujemy od Boga przez Pana Jezusa Chrystusa, otrzymujemy darmo. Lecz otrzymuje je tylko ten, kto w Niego wierzy i kto pojął, że całe swoje życie, i doczesne, i ewentualne wieczne, zawdzięcza wyłącznie Jego łasce. Taki ktoś jest jak apostoł Piotr, który - zapytany przez Jezusa „Czy i wy chcecie odejść?” - odpowiada: „Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego”.
Człowiek, który naprawdę uwierzył w Jezusa Chrystusa, będzie chciał chodzić za Nim krok w krok jako za swoim Panem. I będzie pamiętał o Jego przestrodze: „Nikt nie może dwóm panom służyć.”
Jeśli ktoś woli troszczyć się o siebie sam i nie ufa, że to Bóg zadba o wszystkie jego potrzeby, niech nie oszukuje sam siebie i niech nie podejmuje połowicznej wędrówki za Panem. Bo Pan chce naszej niepodzielnej uwagi i niepodzielonego serca. Dla niezdecydowanych ma taką radę:

,,Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie najpierw i nie obliczy kosztów, czy ma na wykończenie? Aby gdy już położy fundament, a nie może dokończyć, wszyscy, którzy by to widzieli, nie zaczęli naśmiewać się z niego, mówiąc: Ten człowiek zaczął budować, a nie mógł dokończyć.
Albo który król, wyruszając na wojnę z drugim królem, nie siądzie najpierw i nie naradzi się, czy będzie w stanie w dziesięć tysięcy zmierzyć się z tym, który z dwudziestoma tysiącami wyrusza przeciwko niemu? Jeśli zaś nie, to gdy tamten jeszcze jest daleko, wysyła poselstwo i zapytuje o warunki pokoju.
Tak więc każdy z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co ma, nie może być uczniem Moim." (Łuk.14,28-33)

Czy służenie Bogu i niesłużenie Mamonie oznacza w takim razie sprzedanie wszystkiego, co się posiada?
Przyjąwszy taki pogląd stanęlibyśmy po stronie średniowiecznych biczowników, którzy maltretując do krwi własne ciała wierzyli, że wypędzą ze swoich serc to, co niegodziwe. Spektakularne gesty dla gestów, imponujące uczynki dla uczynków mają - jak pisze Paweł - „pozór mądrości [...] ale nie mają żadnej wartości, gdy chodzi o opanowanie zmysłów”. Na nic nie przyda się rozdanie całego majątku, jeśli serce w środku jak było, tak jest zepsute, i jeśli wszystko czynię dla własnego ja, hołubiąc je, a nie w zgodzie z wolą Bożą.
Wyrzec się wszystkiego, co się posiada, oznacza oddanie Bogu samego siebie ze wszystkim, co do nas należy, i pozwolenie, aby to On o wszystkim decydował. Bez względu na to, czy pozostawi On nasz majątek nadal pod naszą opieką, czy też poleci wszystko rozdać ubogim.
Apostoł Paweł dobrze rozumiał tę prawdę o nietroszczeniu się o nic poza Królestwem Bożym i jego sprawiedliwością. Pisał:

,,Nauczyłem się przestawać na tym, co mam. Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie." (Filipian 4,11-13)


Utajone niedowiarstwo

W Dziejach Apostolskich zawarto bardzo pouczającą historię o dwojgu wierzących, którzy usiłowali pogodzić służenie Bogu i służenie mammonas, czyli zabezpieczaniu się na przyszłość.

,,A pewien mąż, imieniem Ananiasz, ze swoją żoną Safirą, sprzedał posiadłość i za wiedzą żony zachował dla siebie część pieniędzy, a resztę przyniósł i złożył u stóp apostołów.
I rzekł Piotr: Ananiaszu, czym to omotał szatan serce twoje, że okłamałeś Ducha Świętego i zachowałeś dla siebie część pieniędzy za rolę? Czyż póki ją miałeś, nie była twoją, a gdy została sprzedana, czy nie mogłeś rozporządzać pieniędzmi do woli? Cóż cię skłoniło do tego, żeś tę rzecz dopuścił do serca swego? Nie ludziom skłamałeś, lecz Bogu. Ananiasz zaś, słysząc te słowa, upadł i wyzionął ducha. I wielki strach ogarnął wszystkich, którzy to słyszeli..." (Dz.Ap.5,1-5)

Ananiasz i Safira postanowili upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu: zrobić „dobry uczynek” dla Pana, ale potajemnie zabezpieczyć się, gdyby ten dobry uczynek na dłuższą metę nie popłacił. „I wilk będzie syty, i owca cała” - tak zapewne sobie po cichu kalkulowali. Czy grzechem, przez który Pan ich uśmiercił, było nieoddanie wszystkiego co do grosza? Nie - jak wynika ze słów apostoła Piotra, grzechem było potajemne zabezpieczanie się wynikające z niedowierzania Bogu. Ananiasz i Safira najwyraźniej liczyli na to, że swoją nieufność wobec Boga zdołają ukryć nawet przed Nim samym! Nie pamiętali, że nie można dwóm panom służyć...
Bardzo wrasta nam w serce skłonność do łapania dwóch srok za ogon, pokorna cielęca chęć do ssania dwóch matek. Wydaje nam się, że można zarazem podobać się Bogu i postępować tak, żeby zdobyć uznanie tego świata. Nie chcemy pamiętać o słowach Pana: „Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego”. Zabiegamy więc o to, o co zabiegają poganie, i trochę Bogu chcemy się przymilić, i trochę Mamonie... W efekcie robimy się letni. To groźny stan. Duchowo letniemu kościołowi w Laodycei Pan groził: „Znam uczynki twoje, żeś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący! A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust Moich” (Obj 3). Nie potrafimy zdecydować się, czego właściwie chcemy. Myślimy: „Dobrze byłoby zabezpieczyć sobie niebo, ale dlaczego od razu kosztem różnych doczesnych udogodnień?” Albo: „Dobrze jest żyć sobie z Bogiem za pan brat - ale tak naprawdę: czy można Mu do końca ufać?” Jeśli ktoś ma w takich sprawach wątpliwości, niech lepiej rozstrzygnie je jak najszybciej. Bo „...kto [...] wątpi, podobny jest do fali morskiej, przez wiatr tu i tam miotanej. Przeto niechaj nie mniema taki człowiek, że coś od Pana otrzyma, człowiek o rozdwojonej duszy, chwiejny w całym swoim postępowaniu” (Jk 1,6).
Warto raz na jakiś czas przystanąć na chwilę i zadać sobie pytanie: Komu służę? Czy nie usiłuję przypadkiem zadowolić dwóch panów naraz, Boga i Mamony, Pana Jezusa Chrystusa i własnego ja, podobać się i Bogu, i światu? Cóż z tego, że słowa „wierzę w Boga” bywają często na moich ustach, jeśli praktyczne czyny i decyzje codziennego życia świadczą o lojalności względem kogoś innego?
Taką dwoistość zarzucał przed wiekami Bóg swojemu ludowi: „Ten lud zbliża się do Mnie swoimi ustami i czci Mnie swoimi wargami, a jego serce jest daleko ode Mnie, tak że ich bojaźń przede Mną jest wyuczonym przepisem ludzkim” (Iz 39,13).


Niezmienna ludzka przywara
Bóg od samego początku cenił sobie w ludziach ufanie Jego Słowu i zwracanie się o pomoc tylko do Niego. Od początku też zastrzegał, że tylko On jest Bogiem, i jako pierwsze, a więc najważniejsze przykazanie Dekalogu podał: „Nie będziesz miał innych bogów obok Mnie.” Już w Starym Testamencie na przykładzie ludu izraelskiego, który sobie wybrał, dał się poznać jako Osoba, która pragnie z ludźmi więzi opartej na miłości, zaufaniu i wierności i która nie zgodzi się na duchowy „trójkąt małżeński”.
Izrael otrzymał napomnienie: „Wystrzegaj się, byś nie zawierał przymierza z mieszkańcami ziemi, do której idziesz, by się nie stali dla ciebie pułapką. Przeciwnie: zburzcie ich ołtarze, potłuczcie ich pomniki i wytnijcie ich święte drzewa, gdyż nie będziesz się kłaniał innemu bogu. Albowiem PAN, którego imię jest »Zazdrosny«, jest Bogiem zazdrosnym” (2 Mojż 34,12-14).
Na przykładzie ludu izraelskiego widać też jednak typową dla naszych zepsutych serc dwoistość: nieustanną skłonność do „kombinowania na dwie strony”, co prowadzi prosto do zdradzenia Pana. W krytycznej chwili historii Izraela próbował temu przeciwdziałać prorok Eliasz (1 Krl 18,21).

,,Eliasz przystąpił do całego ludu i rzekł:
Jak długo będziecie kuleć na dwie strony? Jeżeli PAN jest Bogiem, idźcie za Nim, a jeżeli Baal, idźcie za nim!
Lecz lud nie odrzekł mu ani słowa."

W wybranym ludzie Bożym, w ludzie, który miał głosić innym narodom imię Pana, nastała tak straszliwa dwoistość, że na wyzwanie Eliasza nie powiedzieli ani słowa.
W narodzie nazywającym się imieniem Pana wystąpił wówczas tylko jeden prorok Boży, proroków natomiast Baala było aż czterystu pięćdziesięciu, nie licząc czterystu dodatkowych proroków Aszery. Klasyczny przykład dwoistości: mówią jedno, myślą i robią drugie. A na jasno postawione wyzwanie Eliasza nie odpowiadają ani słowem: „Jak długo będziecie kuleć na dwie strony? Jeżeli PAN jest Bogiem, idźcie za Nim, a jeżeli Baal, idźcie za nim!”
Nie odpowiadając nic, lud w rzeczywistości opowiedział się za Baalem. Kulejąc na dwie nogi, raz ku Bogu, raz ku Mamonie, w rzeczywistości opowiadamy się za Mamoną. Nikt nie może dwóm panom służyć. Mamona jest gotowa się nami dzielić, jak mężczyzna korzystający z usług burdelu. Pan natomiast jest miłującym Małżonkiem, a Jego imię jest „Zazdrosny”.


Chodzić za Bogiem, służyć Mamonie?
W szóstym rozdziale Ewangelii Jana czytamy o tłumach ludzi, którzy wszędzie chodzili za Jezusem, bo jak napisano, „widzieli cuda, które czynił na chorych”. Jezus zatroszczył się też o ich doraźne potrzeby i zechciał nakarmić ich przez cudowne rozmnożenie chleba.
Najadłszy się, zadowoleni i zdumieni ludzie zapragnęli natychmiast obwołać Go królem. Jak niewiele potrzeba, by zaskarbić sobie łaski szerokich rzesz! Nie na darmo kandydaci na wysokie stołki zabiegają o popularność za pomocą kiełbasy wyborczej.
Ale Jezus nie szukał ludzkiej chwały i zaszczytów, bo przyszedł, aby pełnić wolę jedynie Ojca w niebie. Toteż uciekł i nie dopuścił do rychło w czas zamyślanej koronacji.
Ludzie jednak nie rezygnowali tak łatwo i nazajutrz odnaleźli Go. Przywitał ich słowami:

,,Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście cuda, ale dlatego, że jedliście chleb i nasyciliście się."

Zauważmy, że na początku tego rozdziału napisano, iż lud szukał Jezusa, bo „widzieli cuda, które czynił na chorych”. Jezus natomiast mówi: „Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście cuda...” Czy nie jest to sprzeczność?
Klucz do rozwiązania tej zagadki tkwi właśnie w rozstrzygnięciu, komu służy lud; odpowiedź zauważamy zresztą już w następnych słowach Jezusa: „...ale dlatego, że jedliście chleb i nasyciliście się”.
Owszem, lud szukał Jezusa dla cudów - ale dla cudów czynionych dla ich własnej wygody. Cuda od Boga są na pewno dobre - chorym przywracają zdrowie, złaknionym dają chleb... Ale patrząc na cuda Jezusa pod tym tylko kątem, jako na sposób szybkiego i wygodnego zaspokojenia doczesnych potrzeb cielesnych, lud służył w efekcie Mamonie, a nie Bogu. Zapomniał, a może i nie chciał pamiętać, że cuda czynione przez Jezusa Mesjasza mają Go uwiarygadniać jako Bożego Pomazańca, są wypełnieniem konkretnych proroctw Starego Testamentu, według których tak właśnie miał czynić Mesjasz podczas pierwszego swojego przyjścia; są wglądem w naturę i miłość Boga; są powodem, aby oddać Bogu chwałę. Lud chciał widzieć w Jezusie nie tyle Posłanego od Boga, aby dać im pokarm duchowy i wyzwolić z niewoli grzechu, ale Potężnego Cudotwórcę, którego dobrze będzie mieć na tronie, bo wtedy chleba nie zabraknie i choroba się człowieka nie tknie.
Jezus mówi, że nie dlatego mamy za Nim chodzić - nie dlatego, że jest On źródłem mammonas, dóbr materialnych, doczesnego zabezpieczenia przyszłości. Zabiegając o te rzeczy, służymy bowiem Mamonie, a nie Bogu. Jezus zachęca: „Zabiegajcie o pokarm, który trwa, o pokarm żywota wiecznego, który wam da Syn Człowieczy: na Nim bowiem położył Bóg Ojciec pieczęć swoją”.


Pozwólmy Bogu badać serce
Sprawdzajmy, czy nie kulejemy na dwie nogi; zdecydujmy się, póki jeszcze czas. Niech los hojnego Ananiasza i Safiry będzie dla nas przestrogą, a wierna służba i wytrwały trud apostoła Pawła zachętą i przykładem do naśladowania.
Czy nam się to podoba, czy nie, codziennymi, przyziemnymi decyzjami i czynami dowodzimy, komu służymy: Bogu czy Mamonie, i w praktyce pokazujemy, czy imię Jezusa nie jest tylko na naszych ustach i czy nie usiłujemy stawiać Panu Bogu świeczki, a Mamonie ogarka.
Wciąż jeszcze mamy szansę, aby postanowić, w czyją służbę się oddamy.
Jak mówił przed śmiercią Jozue: „Jeśliby się wam wydawało, że źle jest służyć PANU, to wybierzcie sobie dzisiaj, komu będziecie służyć: czy bogom, którym służyli wasi ojcowie, gdy byli za Rzeką, czy też bogom amorejskim, w których ziemi teraz mieszkacie. Lecz ja i dom mój służyć będziemy PANU.”

               

                      

Pisz do nas: kontakt@tiqva.pl