Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki,

do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości

2 Tym. 3:16

Sól ziemi

                                        

Przed laty przypadkiem wpadła mi w ucho skarga matki pewnej znajomej wierzącej dziewczyny. Pani ta była zupełnie załamana, ponieważ dopiero co usłyszała od swojej córki następującą deklarację: „Jak Jezus będzie chciał, żebym teraz wyskoczyła oknem, to wyskoczę!”
Mimo że w tamtych czasach moje nastawienie do niewierzącego otoczenia było znacznie bardziej  wojujące niż dziś, to jednak coś nie dawało mi spokoju w sprawie świadectwa o Chrystusie, jakie swojej matce złożyła moja równie jak ja wojująca siostra. Zaczęło mnie zastanawiać - jak daleko możemy się posunąć w naszej wojowniczości wobec niewierzących? I czy na tym właśnie ma polegać nasze świadectwo, dawane na chwałę Bogu i ku ich zbawieniu?
Zadając sobie pytanie, dlaczego zaraz po nawróceniu Pan nie zabiera nas do siebie, musimy nieuchronnie dojść do wniosku, że jedną z istotnych tego przyczyn znajdziemy w następujących słowach Pana Jezusa, wypowiedzianych podczas Kazania na Górze (Mt 5,13-16):

,,Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana.
Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu.
Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie."

„Wy jesteście solą ziemi...” Na czym konkretnie polega rola soli ziemi? Odpowiedź jest w dużej mierze zawarta w tej samej wypowiedzi Chrystusa: „Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.”
Świadczenie o Chrystusie rozumiemy zazwyczaj jako ustne opowiadanie o Nim i o naszej wierze.
Nie mam zamiaru dyskredytować tego rodzaju działalności czysto ewangelizacyjnej - bo gdyby nie dawanie świadectwa prawdzie za pomocą słowa, ilu z nas nigdy by się o niej nie dowiedziało! Wiadomo też, że Bóg potrafi wykorzystać dla swej chwały i naszego zbawienia nawet słowa ludzi nie żyjących z Nim w zbyt wielkiej przyjaźni. W Liście do Filipian (1,17-18) Apostoł Paweł tak komentuje postępowanie osób pragnących mu zaszkodzić: „Głoszą Chrystusa z kłótliwości, nieszczerze, sądząc, że wzmogą przez to ucisk więzów moich. Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować będę...”
Jednak chyba nie na takim rodzaju świadczenia  o Nim  zależy  Chrystusowi. Pragnie On, aby nasza światłość świeciła przed ludźmi tak, ażeby widząc nasze  dobre uczynki chwalili Ojca niebieskiego.

Świadectwo uczynków
Wydaje się, że w naszym zapale ewangelizacyjnym często tracimy z oczu wagę tego, co według Bożego zamiaru miało być najmocniejszym świadectwem Jego działania w naszym życiu: wagę uczynków światłości. A przecież i w Ewangeliach, i w Listach do nich przede wszystkim jesteśmy zachęcani.
Do Filipan (2,14-15) apostoł pisze: „Czyńcie wszystko bez szemrania i powątpiewania, abyście się stali nienagannymi i szczerymi dziećmi Bożymi bez skazy pośród rodu złego i przewrotnego, w którym świecicie jak światła na świecie.”
Właśnie - czy świecimy? Czy nie zapominamy, że „nie może się ukryć miasto położone na górze”; że każdym naszym uczynkiem chcąc nie chcąc dajemy świadectwo? Czy światłem na chwałę Bożą była deklaracja mojej wojującej znajomej o gotowości do samobójstwa? Czy światłem wobec świata, w tym najbliższych domowników, jest zachowanie innej osoby, która z nienawiścią w oczach i goryczą w głosie rozgłasza, że jej matka... ma demona, bo nieprzychylnie odnosi się do jej nowych praktyk chrześcijańskich - pośród których jest też, jak się mogę domyślać, ciągłe patrzenie spode łba na niewierzącą matkę i głośne bądź pod nosem mamrotanie, że zginie ona marnie? Czy w końcu światłem dla świata jest nasze zachowanie na co dzień wobec najbliższych, którzy jak dotąd nie rozumieją, w co wierzymy, za to być może wciąż widzą, że nasze stare uczynki wcale się nie zmieniły?

Fałszywi męczennicy
W naszym chrześcijańskim świadczeniu możemy wpaść w dwie różne pułapki: albo błędnego nieliczenia się ze światem, albo też nadmiernego liczenia się z nim.
O pierwszej pułapce już co nieco powiedzieliśmy. Polega ona na oszukiwaniu samego siebie i wmawianiu sobie, że skoro my wierzymy w Chrystusa, to każdy, kto ma do nas pretensje - zwłaszcza niewierzący - prześladuje nas za wiarę (albo - jak to ostatnio bywa tu i tam modne - ma demona). W takich przypadkach bardzo łatwo przypominamy sobie słowa właśnie z Kazania na Górze: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios. Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na Mnie! Radujcie i weselcie się, albowiem zapłata wasza obfita jest w niebie; tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.”
Łatwo też przytaczamy sobie słowa: „Nie mniemajcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego” (Mt 10,34-36). Krzyczący rodzic, niezadowolony małżonek - to naszym zdaniem idealne przykłady owego miecza, jakiego ma doświadczać gorliwy wierzący.
A jednak chyba warto zawsze zadać sobie pytanie: Czy naprawdę w tym przypadku jesteśmy prześladowani za wiarę, czy może przypadkiem za to, że od chwili naszego nawrócenia zmywanie naczyń czy inne prace notorycznie pozostawiamy na głowie domowników? Albo ponuro burczymy na każde najniewinniejsze zagajenie ze strony niewiernych? Albo na cały regulator ryczy nasz magnetofon z „pieśniami duchowymi”, które mają zewangelizować opornych najbliższych? Albo popełniamy jeszcze inne niezbyt świetliste czyny, przy których zapominamy na przykład o takim napomnieniu z 12 rozdziału Listu do Hebrajczyków: „Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do uświęcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana”?

„Dążcie do pokoju ze wszystkimi”
W chwilach trudnych konfliktów z najbliższymi możemy więc szukać (oby tylko słusznie!) pocieszenia w słowach: „Nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką.”
Jeśli jednak z całego serca zależy nam na zadowalaniu Pana, a nie własnego ja, to pamiętajmy, że w Kazaniu na Górze tuż przed słowami: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios”, napisano też słowa: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani.” A w Liście do Rzymian czytamy napomnienie: „Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie” (12,18).
Nie oszukujmy siebie samych i sprawdzajmy: czy z ciężkich chwil, które akurat przeżywamy, mamy się radować jako z prześladowań za wiarę, czy też są one skutkiem fałszywego świadectwa naszych grzesznych uczynków i co prędzej powinniśmy je zmienić na chwałę Bogu i dla pożytku otoczenia?

W cierpieniu cierpliwość
Cóż jednak zrobić, gdy rzeczywiście cierpimy niewinnie, być może właśnie za wiarę i czynienie dobrze? Z Pisma Świętego wynika, że jest to doskonałe, miłe Bogu świadectwo dla niewierzących - i choć nie są to doświadczenia przyjemne, mamy powód, aby się z nich radować.
Bardzo pokrzepiające słowa na takie sytuacje znajdziemy na przykład w Pierwszym Liście Apostoła Piotra (2,11-20):

,,Umiłowani, napominam was, abyście jako pielgrzymi i wychodźcy wstrzymywali się od cielesnych pożądliwości, które walczą przeciwko duszy; prowadźcie wśród pogan życie nienaganne, aby ci, którzy was obmawiają jako złoczyńców, przypatrując się bliżej dobrym uczynkom, wysławiali Boga w dzień nawiedzenia.
Bądźcie poddani wszelkiemu ludzkiemu porządkowi ze względu na Pana, czy to królowi jako najwyższemu władcy, czy to namiestnikom, jako przezeń wysyłanym dla karania złoczyńców, a udzielania pochwały tym, którzy dobrze czynią. Albowiem taka jest wola Boża, abyście dobrze czyniąc, zamykali usta niewiedzy ludzi głupich, jako wolni, a nie jako ci, którzy wolności używają za osłonę zła, lecz jako słudzy Boga. Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, króla czcijcie.
Domownicy, bądźcie poddani z wszelką bojaźnią panom, nie tylko dobrym i łagodnym, ale i przykrym. Albowiem to jest łaska, jeśli ktoś związany w sumieniu przed Bogiem znosi utrapienie i cierpi niewinnie. Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga."

Piotr zachęca więc, abyśmy cichością i posłuszeństwem zdobywali serca niewierzących - oczywiście posłuszeństwem, które mieści się w granicach prawa Bożego. Dobrym przykładem jest tu zachęta dla żon niewierzących mężów z tego samego listu: „Żony, bądźcie uległe mężom swoim, aby jeśli nawet niektórzy nie są posłuszni Słowu, dzięki postępowaniu kobiet, bez słowa, zostali pozyskani, ujrzawszy wasze czyste, bogobojne życie” (3,1-2).
Złe traktowanie i prześladowanie przez otoczenie nie upoważnia nas do gwałtownych reakcji i pielęgnowania postawy wrogości. Z całą pewnością nie jest łatwo cierpieć niewinnie, na wzór Chrystusa, ale warto, abyśmy się nawzajem do tego zachęcali - gdyż to właśnie podoba się Bogu. Pismo Święte wielokrotnie zaleca nam taką postawę, poczynając już od Kazania na Górze (Mt 5,38-48):

,,Słyszeliście, iż powiedziano: Oko za oko, ząb za ząb. A Ja wam powiadam: Nie sprzeciwiajcie się złemu, a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. A temu, kto chce się z tobą procesować i zabrać ci szatę, zostaw i płaszcz. A kto by cię przymuszał, żebyś szedł z nim jedną milę idź z nim i dwie. Temu, kto cię prosi, daj, a od tego, który chce od ciebie pożyczyć, nie odwracaj się.
Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych...
Bądźcie tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest."

Jeśli w domu czy w innym najbliższym otoczeniu rzeczywiście cierpimy niewinnie, a nie z powodu własnych zaniedbań i złego świadectwa, to starajmy się podobać Bogu i pozwólmy świecić światłości, którą przez swoją miłość i Ducha Świętego zapalił w nas Pan. W 12 rozdziale Listu do Rzymian znajdujemy do tego wyraźną zachętę:

,,Błogosławcie tych, którzy was prześladują, błogosławcie, a nie przeklinajcie...
Nikomu złem za złe nie oddawajcie, starajcie się o to, co jest dobre w oczach wszystkich ludzi. Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie.
Najmilsi! Nie mścijcie się sami; ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do Mnie należy, Ja odpłacę...
Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj."

A jeśli sól zwietrzeje?
Powiedzieliśmy sporo o jednej pułapce złego świadczenia, polegającej na fałszywej „wojowniczości” wobec świata, przynoszącej chwałę nie Bogu, ale naszemu własnemu ja i pożądliwościom ciała, które domagają się osobistej satysfakcji.
Nie można jednak milczeć o pułapce równie niebezpiecznej i szkodliwej - a będącej dokładnym odwróceniem poprzedniej: o dążeniu do podobania się światu za wszelką cenę. Do takiej postawy odnoszą się właśnie słowa: „Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana.”
Równolegle z postawą poprzednią: toczeniem wojny ze światem za wszelką cenę, popularność zdobywa dziś właśnie takie podejście. Przekonujemy wtedy samych siebie, że ze światem trzeba rozmawiać jego własnym językiem i przystosować się do niego naszym zachowaniem. Dowodzimy, że podając ludziom treść Ewangelii wprost oraz zachowując się inaczej niż oni (czyli krótko mówiąc: nie grzesząc), zaszkodzimy tylko sprawie Chrystusowej, gdyż Biblia nie jest napisana stosownie do potrzeb współczesnego człowieka.
Nie chodzi mi o to, aby tworzyć chrześcijańską subkulturę, chrześcijański żargon itd., które mają tylko pozór pobożności i rzeczywiście doprowadzają do tego, że osoba, która chce się nawrócić, musi przyjąć nie tylko Chrystusa, ale i nasz sposób bycia, ubierania się, organizacji dnia, wysławiania się itd. Takie postępowanie, dodające do Chrystusa naszą własną tradycję, wytworzoną według naszego mniemania, a nie na podstawie Biblii, rzeczywiście nie jest godne polecenia.
Nie chodzi mi o chrześcijańską subkulturę, ale postawy prawdziwie grzeszne, przynoszące wstyd Bogu i przeczące Jego Słowu.

Aktualizowanie Ewangelii
„Tracenie smaku przez sól” - to bardzo niebezpieczny sposób samooszukiwania się i składania fałszywego świadectwa, kryje się za nim bowiem często  zmiana poselstwa biblijnego. Jeśli z głębi serca wierzymy, że treść Pisma Świętego jest dziełem Bożym, że słowa tam zawarte są „cenniejsze niż złoto i w ogniu wypróbowane”, to nigdy nie będziemy tańczyć tak, jak nam zagra świat, zniekształcając Pismo tak, aby pasowało do współczesnych prądów pseudonaukowych, kulturowych, filozoficznych i psychologicznych. Miejmy w pamięci słowa: „Nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe” (Rz 12,2).
Jeśli będąc solą ziemi zlekceważymy sens przekazany w Słowie Życia w obawie przed „przestraszeniem” świata, to nikomu nie uratujemy życia. Będziemy solą, która utraciła smak i jest zupełnie bezużyteczna.
Nie wstydźmy się ewangelii Chrystusowej. Wprawdzie już w czasach Jezusa zniechęcała ona wielu, którzy utyskiwali: „Twarda jest ta mowa, któż jej może słuchać” (J 6,60), lecz ci, którzy postanowili mimo wszystko jej uwierzyć, wiedzieli, że nie mają za kim iść, bo tylko Jezus ma słowa życia wiecznego. Mimo że nie zawsze łatwe do przyjęcia, tylko one są słowami życia, tylko i wyłącznie one są smakiem soli ziemi.
Bądźmy światłością świata i nie kryjmy się pod korcem. Wskazujmy drogę własnym postępowaniem bez zarzutu i słowami „zaprawionymi solą” (Kol 4,6), nie zawsze łatwymi do przyjęcia, ale dającymi życie.
Niech zachęcają nas napomnienia z listów apostołów, jak choćby to, z 13 rozdziału Listu do Rzymian:

,,Nikomu nic winni nie bądźcie prócz miłości wzajemnej; kto bowiem miłuje bliźniego, zakon wypełnił. Przykazania bowiem: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj i wszelkie inne w tym słowie się streszczają: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość bliźniemu złego nie wyrządza; wypełnieniem więc zakonu jest miłość.
A to czyńcie, wiedząc, że już czas, że już nadeszła pora, abyście się ze snu obudzili, albowiem teraz bliższe jest nasze zbawienie, niż kiedy uwierzyliśmy. Noc przeminęła, a dzień się przybliżył. Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości. Postępujmy przystojnie jak za dnia, nie w biesiadach i pijaństwach, nie w rozupustach i rozwiązłości, nie w swarach i zazdrości; ale obleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie czyńcie starania o ciało, by zaspokajać pożądliwości."

                   

                                 

Pisz do nas: kontakt@tiqva.pl