Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki,

do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości

2 Tym. 3:16

Objawienie w proroctwach

                   
Co rzec wojującemu ateiście, który domaga się dowodu na istnienie Boga? Można oczywiście żądać dowodu na nieistnienie Boga oraz wykazania niedorzecznej hipotezy, że wszechświat - a choćby tylko ludzki mózg - to dzieło przypadku. Prawda jest jednak taka, że ponieważ Bóg to byt nieskończony, istoty skończone nigdy nie uzyskają stuprocentowego dowodu przemawiającego czy to za Jego istnieniem, czy przeciw niemu. Zresztą prawdę powiedziawszy nie „dowody” są tu najważniejsze.
Niemożliwe z filozoficznego punktu widzenia jest udowodnienie własnego istnienia - lecz któż z nas wątpi, że istnieje? Skąd więc żądanie filozoficznego dowodu na istnienie Boga? Komu potrzebny dowód, że istnieje jego mąż, żona, rodzic czy dziecko? Jeśli Bóg naprawdę istnieje, to powinien w jakiś sposób dać o sobie znać. Jeśli zaś tego zrobić nie mógłby, wówczas kwestia Jego istnienia bądź nieistnienia byłaby praktycznie bez znaczenia.

Jak dać o Sobie znać?
Problem może oczywiście tkwić nie w tym, że Bóg nie daje o sobie znać, ale w tym, że ludzkość nie potrafi rozpoznać Jego znaków. Możliwość tę każe rozważyć sam świat przyrody. Na ten przykład: choć cały świat składa się z energii, człowiek przez tysiąclecia nie był świadomy jej istnienia. Wcale nie dlatego, że energia się nie uzewnętrzniała - wręcz pomimo tego!
Czy podobnie nie mogło się stać w przypadku Boga, który jest przecież Stwórcą energii? Z pewnością jest On znacznie bardziej tajemniczy niż wszystko, co stworzył, a wobec tego o ileż trudniejszy do pojęcia. Bóg nie jest bezosobową siłą w rodzaju energii. Musi On być osobą - z emocjami, intelektem i wolą, inaczej nie mógłby stworzyć nas.
Niewyobrażalnie skomplikowany wszechświat objawia nieskończoną inteligencję i moc Boga. Innego typu objawienia wymaga natomiast ukazanie ludziom Bożej miłości i woli. Aby było to możliwe, Bóg musiałby dać się nam poznać w sposób osobisty, tak aby ograniczony człowiek nie miał cienia wątpliwości co do tego, że sam Bóg mu się objawia.
Jak więc mógł Bóg tego dokonać?
Przypuśćmy, że przemówił z niebios głosem słyszalnym, jak grom. Skąd mielibyśmy wiedzieć, że przemówił właśnie Bóg? Przypuśćmy, że w sposób nadprzyrodzony ukazałby swoją moc. Skąd mielibyśmy mieć pewność, że uczynił to akurat Bóg i że nie było to zjawisko naturalne? Gdyby przybył tu w postaci człowieka, kto by uwierzył, że to Bóg? Lecz z drugiej strony: jakże miał się najpełniej objawić ludzkości, jeśli nie stałby się jednym z nas? Przypuśćmy, że ukazałby się w postaci duchowej. Skąd mielibyśmy wiedzieć, że jest to Bóg, a nie wyżej rozwinięta istota pozaziemska? Nie można by mieć takiej pewności! Cuda nie zdałyby się na nic, bo sceptycy dowodziliby, że zaawansowana technika zawsze uchodzi za cud w oczach tych, którzy jej nie znają.


Objawił się w każdej religii?
Każda religia twierdzi, że posiada objawienia prawdziwego boga (czy bogów). Tymczasem już same koncepcje bóstwa są w różnych religiach tak odmienne, że nie sposób ich pogodzić. Hinduizm każe czcić wielką rzeszę bóstw i kłaniać się bałwanom [posągom, obrazom], które ich rzekomo reprezentują - ponieważ wszystko jest bogiem. Islam - przeciwnie: zabrania bałwochwalstwa, nie uznaje politeizmu i panteizmu i głosi, że Allach jest Bogiem jedynym i prawdziwym. Buddyzm zaś w ogóle obywa się bez bóstw.
„Allach” był początkowo imieniem najwyższego bóstwa w pogańskim sanktuarium Kaaba w Mekce, które Mahomet „oczyścił” niszcząc wizerunki ponad 300 bożków. Pozostawił tylko imię starożytnego bóstwa   księżyca,  prawdopodobnie w nadziei, że znajomy element ułatwi mu nawracanie innych na nową religię. Dziś muzułmanie nie widzą żadnych sprzeczności w tej strategii.
Bóg, który objawił się w Biblii, oznajmia jasno: „...przede Mną Boga nie stworzono i po Mnie się go nie stworzy. Ja, jedynie Ja, jestem Jahwe, oprócz Mnie nie ma wybawiciela” (Iz 43,10-11; BB). Bóg biblijny nie ignoruje bynajmniej bóstw innych religii; piętnuje je wszystkie - w tym i Allacha - mianem oszustów, którzy reprezentują de facto szatana i jego demony: „Złym duchom składają ofiary, nie Bogu...” (Pwt/5 Mojż 32,17; BT); „to, co ofiarują poganie, demonom składają w ofierze, a nie Bogu” (1 Kor 10,20).
Sugerowanie, że wszystkie religie są z grubsza tym samym, jest nie tolerancją, lecz cynizmem i ignorowaniem sensu słów. Muzułmanin byłby oburzony zrównaniem Allacha z licznymi bóstwami hinduizmu; podobnie chrześcijanin, słysząc, że jego Bóg, który oddał Syna na śmierć za nasze grzechy, to to samo co Allach, o którym wyraźnie powiedziano, że  n i e  m a  s y n a.  Trzeba uczciwie powiedzieć, że chrześcijaństwo stoi samotnie po jednej stronie przepaści teologicznej, po drugiej zaś stoją wszystkie inne religie. Przepaść ta uniemożliwia wszelkie starania ekumeniczne - chyba że zdecydujemy się na zniszczenie chrześcijaństwa.
Nie sposób zamykać oczu na nieusuwalną sprzeczność pomiędzy wiarą, że Chrystus umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał (jest to esencją chrześcijaństwa), a muzułmańskim twierdzeniem, że w miejsce Chrystusa umarł ktoś inny. Zmiatanie tak kolosalnych różnic pod ekumeniczny dywan, jak to czynią dziś luminarze chrześcijaństwa, jest nie uprzejmością, ale szaleństwem. Nie da się też pogodzić nauki wszystkich religii niechrześcijańskich: iż grzech równoważą dobre uczynki, z biblijną deklaracją, że nie zbawią nas uczynki, ale Chrystus, bo tylko On jako bezgrzeszny mógł zapłacić za nasze grzechy przez swą zastępczą śmierć. Słowa Chrystusa: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6) to jednoznaczne odrzucenie wszystkich innych religii jako fałszywych.


Jezus Chrystus a inni
Jezus Chrystus jako jeden jedyny wyróżnił się doskonałym, bezgrzesznym życiem, śmiercią za nasze grzechy i zmartwychwstaniem. Obietnica Jego Powtórnego Przyjścia jest cechą charakterystyczną także tylko chrześcijaństwa, oddzielając je od innych religii przepaścią nie do usunięcia przez ekumeniczne machnięcie ręką. Mahomet ani Budda nigdy nie zapowiadali powrotu; Chrystus tylko poważył się na tę obietnicę. Gdyby nawet tamci taką złożyli, nie można by dać jej wiary, bowiem ich szczątki nadal spoczywają w grobach. Tylko Chrystus pozostawił pusty grób. Ten niezaprzeczalny fakt jest wystarczającą podstawą uznania Jego boskości i poważnego potraktowania Jego zapowiedzi: że wróci na ziemię w mocy i chwale, aby dokonać sądu nad nieprzyjaciółmi.


Biblia - Słowo od Boga
Już pobieżne porównanie Biblii i pism innych religii ukazuje jej wyjątkowość, i to nie tylko ze względu na zawarty w niej historyczny przekaz życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Pisma święte hinduizmu mają charakter wyraźnie mitologiczny. Brak jakiegokolwiek historycznego potwierdzenia, że postacie opisane w nich istniały naprawdę lub że fantastyczne opowieści mają jakikolwiek związek z faktycznymi wydarzeniami.
To samo można rzec o większości innych pism świętych. Weźmy  Księgę Mormona. Nie znaleziono nigdy choćby zapinki do włosów, monety czy jakiegokolwiek drobnego dowodu świadczącego choćby o faktycznym istnieniu narodów wspomnianych w tej księdze - nie mówiąc już o autentyczności opisanych tam wydarzeń. Nie zdołano zlokalizować żadnej góry, rzeki ani punktu topograficznego czy geograficznego tam wymienionych. Muzea całego świata są natomiast pełne bogatych zbiorów najrozmaitszych dowodów historycznych, które potwierdzają precyzyjność przekazu biblijnego.
W odróżnieniu od próżnych starań filozofów, od wieków poszukujących „dowodu” na istnienie Boga, Biblia nie marnuje na to czasu. Bóg, o którym składa ona świadectwo, umie porozumieć się z człowiekiem i obiecuje objawić się każdemu, kto Go szczerze szuka i pragnie poznać. „A gdy Mnie będziecie szukać, znajdziecie Mnie. Gdy Mnie będziecie szukać całym swoim sercem” (Jer 29,13; BB) - głosi Stary Testament; Nowy Testament powtarza tę obietnicę: Bóg „nagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11,6).
Objawiając siebie i swą wolę, dostarcza nam Bóg dowodów i subiektywnych, i obiektywnych. Znajdziemy w Biblii mnóstwo przypadków namacalnych znaków, jakie dał Bóg tym, którzy chcieli poznać Jego i Jego wolę. Gedeonowe „rozkładanie runa” stało się już przysłowiem. Gedeon prosił Boga o znak: aby jednej nocy rosa była na rozłożonym przez niego runie, a nie na ziemi, drugiej zaś nocy odwrotnie (Sdz 6,36-40).
Lecz Bóg dał też widzialny znak dla całego świata, dla wszystkich pokoleń ludzkich. Znakiem tym jest ziemia izraelska i naród izraelski. O nim to mówi Bóg: „Izrael, chwała Moja” (Iz 46,13), zapowiadając: „przez ciebie się wsławię” (Iz 49,3). Jak miałoby się to stać? Przez konkretne dzieła Boże wobec Izraela czynione na oczach całego świata, dokładnie przepowiedziane w proroctwach (por. 2 Krn 7,20). Mówiąc o ocaleniu Izraela pod Armagedonem, co jest tematem licznych proroctw Starego Testamentu, Księga Ezechiela 38,23 ogłasza: „I tak okażę Moją wielkość i Moją świętość, i objawię się na oczach wielu narodów. I poznają, że Ja jestem Jahwe”.
Biblijne proroctwa o Izraelu stanowią niepodważalny dowód na istnienie Boga i na fakt, że ma On wobec ludzi określony plan. Dzieje ludzkości to nie zbiór zbiegów okoliczności - one dokądś zmierzają. Jest w tym dostrzegalny plan, a proroctwa ukazują go jednoznacznie.


Świadectwo proroctw
Proroctwo, wyjawiając z wyprzedzeniem zamysł Boży, jest elementem nieobecnym w pismach pozostałych religii świata. Powód? Fałszywe bóstwa nie mają dostępu do takiej wiedzy. Nie znajdziemy proroctw w Koranie, w hinduskich Wedach, Bhagawadgicie, Księdze Mormona, w słowach Buddy, w pismach Mary Baker Eddy. Proroctwo stanowi natomiast 30% zawartości Biblii.
Zauważmy, że biblijny Bóg objawia się jako Ten, który precyzyjnie podaje przyszłe wydarzenia i sam dba o to, aby stało się dokładnie tak, jak wcześniej powiedział. Co więcej, Bóg wskazuje na proroctwo jako na niepodważalny dowód Jego istnienia i prawdziwości Jego Słowa: „Ja jestem Bogiem, i nie ma innego [...] od początku zwiastowałem to, co będzie, i z dawna to, co jeszcze się nie stało. Ja wypowiadam swój zamysł i spełnia się on” (Iz 46,9-10).
W proroctwie można wyodrębnić dwa zasadnicze tematy, których studium jest niezbędne, jeśli pragniemy posiąść jakiekolwiek zrozumienie Biblii. Są to: (1) Izrael i (2) Mesjasz, który miał przyjść do Izraela, przez niego zaś do świata. Z oboma tematami wiążą się niepodważalne wypełnienia konkretnych proroctw, dowodzące istnienia Boga.


Izrael - znak dla świata
Dokładnie jak zapowiedzieli prorocy, Bóg rozproszył swój lud, Izrael, na cały świat (Kpł/3 Mojż 26,33; Pwt/5 Mojż 4,27; 32,26; 1 Krl 14,15; Neh 1,8; Jer 9,15; 49,32; etc.). I złożyło się tak nieprawdopodobnie, iż lud ten zachował swą tożsamość etniczną i narodową. Jest to cud. Ponadto już od 2500 lat, czyli od niewoli babilońskiej, i od 1900 lat, od czasu diaspory po zburzeniu Jerozolimy w roku 70 (co było wypełnieniem innych proroctw), rozproszeni Żydzi są przedmiotem nieustannej nienawiści i prześladowań, szatan bowiem próbuje ich zniszczyć. A jednak przetrwali - to kolejny cud.
Co więcej, w zgodzie z zapowiedzią Biblii (Jer 30,3.10-11; 31,8-10; Ez 11,17; 28,25 etc.) - potomkowie Abrahama, Izaaka i Jakuba po długich wiekach znów zamieszkali w swojej ziemi. Tak niezwykły los nie spotkał żadnej innej nacji i na pewno nie ma on naturalnego wyjaśnienia. Proroctwa biblijne są tak konkretne i tak liczne, iż nikt nie może zaprzeczyć, że odrodzenie Izraela to cud Boży. Ale to nie wszystko!
Prorocy uprzedzili, że w czasach ostatnich sprawa Jerozolimy nabierze wagi dla wszystkich narodów. Chodzi nie tylko o Tysiącletnie Królestwo, gdy Jezus Chrystus zasiądzie na tronie Dawida, ale i o czas poprzedzający Jego powrót. Zachariasz prorokuje: „Ja uczynię z Jeruzalemu puchar taczania się dla wszystkich ludów wokoło. [...] W owym czasie uczynię z Jeruzalemu ciężki kamień dla wszystkich ludów” (12,2-3). Bóg zapowiedział, że oczy świata spoczną na Jerozolimie w trwożnym oczekiwaniu na wypadki w tym mieście.
Gdy około 2500 lat temu wygłaszano to proroctwo, Jerozolima leżała w gruzach wśród martwej pustyni i moczarów. Cóż za absurd: sugerować, iż pewnego dnia uwaga nowoczesnego świata o ponad 5 miliardach mieszkańców skupi się na miejscu tak dziwnym. Lecz to się stało, dokładnie jak zapowiedziano!
Ateista i wierzący, hindus, muzułmanin i Żyd, każdy człowiek wie, że kolejna wojna światowa, jeśliby wybuchła, zacznie się od Jerozolimy! Obszar Izraela stanowi 1/6 % ziemi zajmowanej przez Arabów. Skąd to zacietrzewienie o skrawek pustynnego terenu, który od stuleci leżał odłogiem, opuszczony? Owszem, Jerozolima to miejsce święte dla katolików, muzułmanów i Żydów; to jednak nie wyjaśnia, czemu cały świat usiłuje zaprowadzić porządek na Bliskim Wschodzie. Dodajmy, że gdy wygłaszano proroctwa o Jerozolimie, nie było jeszcze ani katolików, ani muzułmanów.
Biblijne proroctwa dotyczące Żydów, Jerozolimy i Izraela są bardzo konkretne. Na pozór niedorzeczne i niemożliwe do spełnienia - przecież się spełniają. Nie ma na to innego wytłumaczenia jak to, że sam Bóg jest autorem Biblii, Żydzi są Jego narodem wybranym, Izrael jest ich ziemią - a Jezus jest Mesjaszem.
W świetle tak niezwykłego znaku, jaki dał Bóg światu, czy ktokolwiek może uczciwie pozostać ateistą? Albo przeczyć, że Jezus Chrystus to jedyny Zbawiciel? Jego przyjście zostało przecież zapowiedziane przez tych samych proroków i ma ono nierozerwalny związek z kwestią samego Izraela. Wszystko, co zapowiedzieli prorocy o Mesjaszu, wypełniło się w Jezusie z Nazaretu, i pierwszy kościół często powoływał się na ten fakt głosząc ewangelię (Dz 2,22-36). Powinniśmy czynić podobnie.
Rozważajmy biblijne proroctwo o Izraelu i jego Mesjaszu. Powróćmy do niego i wspomagajmy się nim zachęcając innych do przyjścia do Chrystusa. Tak czynił Paweł (Dz 17,2-3; Rz 1,1-5). Proroctwo jest w kościele tematem najbardziej dziś zaniedbanym. Nie tak postąpiliby wierzący w Berei!

 

The Berean Call , lipiec 1992
(za uprzejmą zgodą Wydawców).
Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Pisz do nas: kontakt@tiqva.pl