Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki,

do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości

2 Tym. 3:16

Wierzący=naiwny ?

                                              
„Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem.”
Nie sposób wzrastać w wierze i w poznaniu Boga bez miłości do Jego Słowa i pogłębiania jego znajomości.
Nie każdy musi studiować teologię i szczycić się płynną znajomością hebrajskiego i greki. Lecz Bóg obdarza niektórych takimi talentami, aby służyli swą wiedzą tym, którzy jej nie posiadają.
Ewangelia nie została jednak adresowana tylko do jajogłowych intelektualistów z tytułami naukowymi i znajomością kilku języków staro- i nowożytnych. Pisząc do Koryntian apostoł Paweł zauważa, że wśród chrześcijan nie ma zbyt wielu mądrych w rozumieniu tego świata, nie ma zbyt wielu wykształconych. Nasz Pan Jezus dziękował Ojcu, że prawdę swą objawił nie mędrcom tego świata, lecz prostaczkom.
Czy „prostaczek” to znaczy „półgłówek”, niehańbiący się nadmierną ilością myślenia? Podsumuję sprawę krótko: Myślę, że prostaczek to ktoś, kto nie uważa sam siebie za mądrego, boi się Pana i unika złego (Prz 3,7). Częstokroć prostaczek wprawdzie nie może się pochwalić greką czy dobrą znajomością koncepcji Boga we wszystkich religiach na przestrzeni dziejów; nieraz nie posiada matury ani tzw. ośmiu klas (apostoł Piotr nie posiadał). Lecz pragnąc mądrości z góry, z pokorą szuka jej w Słowie swojego Boga, Słowie, które jest duchem i życiem. A każdy, kto szuka, przecież znajduje.
Zadanie takie może i powinien postawić przed sobą  k a ż d y  w i e r z ą c y,  jeśli tylko posiadł umiejętność czytania (jeśli nie posiadł, może korzystać z nagrań Pisma Świętego). Każdy chrześcijanin został przez Boga obdarzony rozumem, aby mógł poznawać „Tego, który jest prawdziwy” (1 J 5,20). Sęk w tym, że grzeszne wygodnictwo - a może utrata pierwszej miłości, tej, przez którą potrafiliśmy niegdyś spędzać całe noce na lekturze Słowa - skłania nas często do przerzucania odpowiedzialności na pasterzy. Bo czy to nie oni mają nas karmić Słowem i dbać, żeby był to pokarm pożywny i niezatruty?
Owszem, takie jest zadanie pasterzy, i pewnego dnia zostaną z jego wykonania rozliczeni przez Boga. Ale my pilnujmy raczej własnego nosa. Ponieważ każdy z nas, nawet największy „prostaczek”, też stanie przed tronem Chrystusa i będzie się musiał rozliczyć z powierzonych mu talentów oraz z tego, co zbudował na fundamencie, jakim jest Chrystus (1 Kor 3). Jeśli słowa lidera były jak trawa czy plewy, nasza budowla spłonie. Nie będzie miejsca na tłumaczenia: „Tak mnie nauczał mój duszpasterz/lider/kaznodzieja”. Każdy będzie odpowiadał za siebie i każdy rozliczy się z tego, jak postępował z Bożym Słowem i Bożym Duchem.
Zadaniem pasterzy jest pomagać wierzącym wzrastać w wierze i poznaniu Boga. To duża odpowiedzialność i tym surowszy czeka ich sąd (Jk 3,1).
Zadaniem natomiast każdego, kto uważa siebie za chrześcijanina, jest ocenianie na podstawie Pisma Świętego, czy dana nauka pomaga mu wzrastać w wierze; trwanie w niej, jeśli jest dobra, odrzucenie - jeśli fałszywa. Sam apostoł Paweł pisząc do swych duchowych dzieci Galacjan zwracał uwagę, że mają obowiązek trwać przy zdrowej nauce nawet wówczas, gdyby wielkie autorytety duchowe (choćby i on sam) głosiły co innego.
Żeby wytrwać w Prawdzie bez względu na wszelkie zawieruchy, potrzebujemy dobrej znajomości Słowa Bożego. Należy pójść w ślady „szlachetnych berejczyków”, którzy przyjęli wprawdzie Słowo z całą gotowością, ale też „codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają” (Dz 17).

Pisz do nas: kontakt@tiqva.pl