Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki,

do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości

2 Tym. 3:16

Chrześcijaństwo radosne

                                         
Wielu chrześcijan, rozdartych między szczerym pragnieniem służenia i oddawania czci Panu a wewnętrznym zgiełkiem cielesnych pożądliwości i zwodniczą atrakcyjnością uroków i honorów świata, trudzi się, by żyć dla Chrystusa. Ich chrześcijaństwo to wielki wysiłek, mało radości, a dużo zmartwień i rozczarowań oraz utrata (jeśli mają dość siły woli, by wyprzeć się siebie) tego, co niegdyś sprawiało im radość.
Zmagają się, aby sprostać Pawłowej liście „zakazów” z Listu do Kolosan 3,5-11: „Umartwiajcie tedy to, co w waszych członkach jest ziemskiego: wszeteczeństwo, nieczystość, namiętność, złą pożądliwość i chciwość, która jest bałwochwalstwem [...] odrzućcie i wy to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, bluźnierstwo i nieprzyzwoite słowa z ust waszych.” Wciąż upadają, pełni wyrzutów sumienia, korzą się i zachodzą w głowę: Czemu nie są w stanie żyć tak, jak wiedzą, że powinni - ale na pozór nie potrafią?
Nie wiedzie im się lepiej z Pawłową listą „nakazów”, jaka następuje zaraz potem (w. 12-25): „przyobleczcie się jako wybrani Boży, święci i umiłowani, w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, łagodność i cierpliwość, znosząc jedni drugich i przebaczając [...] przyobleczcie się w miłość [...] Słowo Chrystusowe niech mieszka w was obficie [...] wszystko, cokolwiek czynicie w słowie lub uczynku, wszystko czyńcie w imieniu Pana Jezusa, dziękując przez Niego Bogu Ojcu...” Czy naprawdę można być wciąż miłym, dobrym, pokornym, zawsze kochać, wybaczać? Duch wprawdzie chciałby, ale ciało ciągle okazuje się kompromitująco słabe. Jak sprostać wysokim wymogom stawianym w Biblii życiu chrześcijanina? Czyżbyśmy przeoczyli jakiś klucz do zwycięstwa?
Dwa istotne sformułowania: „umartwiajcie” z wersetu 5 oraz „przyobleczcie” z wersetu 12 wzmagają tylko nasze zdumienie - i poczucie porażki. Czy naprawdę można uśmiercić bezbożne pragnienia, zrzucić to ciało zła i przyoblec się w zmartwychwstańcze ciało pobożności? Z całą pewnością Paweł, natchniony przez Ducha Świętego, nie mami nas celem nieosiągalnym, a na dodatek w gruncie rzeczy niepraktycznym. Czyż sam Paweł nie był przykładem tego rodzaju życia i czyż nie mówił nieraz: „Bądźcie naśladowcami moimi, jak i ja jestem naśladowcą Chrystusa” (1 Kor 11,1)? Dlaczego więc upadamy? Skąd brać motywację i siłę, potrzebne do osiągnięcia tego, czego tak pragniemy, a co wydaje się tak niemożliwe?
W powyższych cytatach ominąłem pewne słowo, które pojawia się w wersetach 5 i 12 i zawiera odpowiedź na nasz dylemat. Paweł nie mówi: „Uśmiercajcie wasze członki” ani też: „Przyobleczcie się w serdeczne   współczucie,   w  dobroć...”
Takie postawienie sprawy wskazywałoby na religię typu „zrób to sam”, gdzie trzeba zacisnąć zęby w silnym postanowieniu i zmagać się z sobą, próbując sięgnąć wysokich standardów moralnych; nie różniłoby się to wcale od prób ateisty czy buddysty, zmierzających w tym samym kierunku. To nie jest chrześcijaństwo! Paweł wyraźnie zaznacza: „Uśmiercajcie  t e d y... Przyobleczcie się  p r z e t o...” Jasne jest, że słowo „przeto” („tedy”) wskazuje na coś, co - jak apostoł jest przekonany - daje chrześcijaninowi motywację i siłę do wykonywania jego zaleceń i stawia wierzącego ponad ową beznadziejną walką z ciałem, nieuniknioną, gdy próbujemy wieść pobożne życie. Jest PRZETO chrześcijańskim kluczem do szczęśliwego, owocnego i świętego życia, miłego Bogu.

Nowy człowiek, nowe uczynki

Uśmiercanie starych uczynków i przyoblekanie się w nowe jest możliwe tylko dlatego, że - jak mówią poprzednie wersety - „umarliście [...] i zostaliście wzbudzeni z Chrystusem [...] a wasze życie jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu”. Z pewnością nie da się tego samego powiedzieć o uczniach Buddy, Mahometa, Kriszny etc. Chrześcijaństwo jest czymś jedynym w swoim rodzaju, oddzielonym od innych religii. Tu też tkwi klucz do dynamicznego życia chrześcijańskiego.
Dlaczego więc nie każdy wierzący doświadcza tej mocy w codziennym życiu? To smutne, ale wielu zwących się chrześcijanami ma bardzo powierzchowne rozumienie Ewangelii, którą wedle własnego mniemania przyjęli: „Że Chrystus umarł za nasze grzechy zgodnie z Pismem, że został pogrzebany i że zmartwychwstał trzeciego dnia...” (1 Kor 15,3-4).
Wielu wierzących, że Chrystus umarł za ich grzechy, postrzega to wydarzenie raczej mistycznie niż historycznie. Okrutna śmierć krzyżowa, która spotkała Chrystusa, dotyczy ich raczej teoretycznie niż praktycznie. Osób pojmujących śmierć Chrystusa tak błędnie nie można uznać za prawdziwych chrześcijan. Wyobrażają sobie, że śmierć Chrystusa w ich miejsce uwolniła ich od wiecznej kary w piekle, aby - jak Barabasz - mogli dalej żyć, jak im się podoba. Nigdy nie zapragnęli tego, z czego radował się apostoł: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal 2,20).

Życie zmartwychwstańcze


Paweł nie wygłasza podniosłych, acz pustych komunałów. Dla wielkiego apostoła krzyż nie był tylko religijnym symbolem, lecz miejscem, gdzie umarł on dla takiego życia, jakie byłby skłonny sam prowadzić, i gdzie zaczął doświadczać w sobie prawdziwego życia Chrystusa. Wiedział, że Jezus daje życie z m a r t w y c h w s t a ń c z e. PRZETO tylko ci, którzy umarli, mogą go doświadczyć. Z zadziwieniem, zdumieniem i głęboką wdzięcznością Paweł pojął, że w rzeczywistości to Chrystus w jego miejsce stanął przed sprawiedliwym, świętym Bogiem - i że Bóg wydał Chrystusa na  śmierć,  aby  za-
płacić za jego (Pawła) grzechy. PRZETO Paweł był martwy. Śmierć Chrystusa w jego miejsce była dosłownie jego własną śmiercią, i radował się on z tego. Wszelkie życie, jakiego miałby doświadczyć później, mogło należeć już tylko do zmartwychwstałego Chrystusa.
Momentalne przemienienie Pawła było wydarzeniem niezwykłym, ale nie zaskakującym. Najbardziej zwodnicza pokusa szatana nie wywoła reakcji u człowieka martwego. Na obelgi rzucane prosto w twarz umarły nie odpłaci w gniewie tym samym. Jako umarły, Paweł doświadczał nowej wolności od grzechu, przedtem mu nie znanej. Mimo że martwy - był bardziej żywy niż kiedykolwiek dotąd! „Jestem ukrzyżowany, [a jednak] żyję”! Umarły dla grzechu, ożył dla Boga, przez Chrystusa. Było to dla apostoła coś tak realnego, że wyglądało tak, jakby żył w nim sam Chrystus - i w istocie tak było! Chrystus stał się jego życiem; i to właśnie - jak wynika ze słów Pawła - jest sednem chrześcijaństwa!
Paweł przypomniał świętym w Kolosach, że zwycięstwo nad grzechem i sobą samym nie jest możliwe dzięki sile woli czy cielesnym wewnętrznym zmaganiom. Prawdziwe zwycięstwo przyjdzie tylko poprzez zrozumienie i uwierzenie temu, co naprawdę oznaczała śmierć Chrystusa za grzechy i Jego zmartwychwstanie ku usprawiedliwieniu. Paweł wyjaśnił, że taka właśnie jest tajemnica jego własnej całkowitej przemiany - - i tak też musi stać się z każdym wierzącym.

O tym, co w górze, myślcie

Tylko jak śmierć, pogrzebanie i zmartwychwstanie Jezusa miałyby stać się dla nas równie rzeczywiste jak dla apostoła, na tyle rzeczywiste, aby całkowicie przemienić życie? Paweł tłumaczył, że musimy wierzyć, że w każdej chwili Chrystus może wrócić, aby zabrać nas do nieba, skąd potem wraz z Nim ukażemy się w chwale! To właśnie nadzieja rychłego powrotu Chrystusa czyni różnicę między zwycięstwem a porażką w życiu wierzących.
Jasne jest, że ta właśnie nadzieja to klucz do zwycięskiego życia. Spójrzmy raz jeszcze na przedziwne oświadczenie Pawła: „Gdy się Chrystus, który jest życiem naszym, okaże, wtedy się i wy okażecie razem z Nim w chwale. Umartwiajcie TEDY...” Była to nadzieja tak żywa, a jej wypełnienie tak pewne, że Paweł całą tę wypowiedź zaczyna od słów: „A tak, jeśliście wzbudzeni z Chrystusem, tego, co w górze, szukajcie, gdzie siedzi Chrystus po prawicy Bożej. O tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi” (w. 1-2). Oto tajemnica pobożnego życia, które prowadził sam Paweł i którego oczekiwał także od Kolosan. Ich myśli miały być skierowane ku niebu, aby sprawy tej ziemi nie pociągały ich i nie opanowały.
Nastawienie nie na ziemię, lecz na niebo nie miało też mieć cech li tylko „nastawienia umysłu”, przyjętego bez podstawy w rzeczywistości. Nie było opartym na pobożnych życzeniach „pozytywnym myśleniem”, lecz  p r a w d ą,  która zmieniała życie wierzących. Według jasnych słów Pawła wierzący - przez krzyż Chrystusa - zostali „ukrzyżowani dla świata”, świat zaś został „ukrzyżowany dla nich” (por. Gal 6,14). Człowiek, który jako martwy został właśnie zdjęty z krzyża, nie interesuje się tym światem - ani też świat nie rości sobie do niego żadnych praw. Człowiek ukrzyżowany i ci, którzy go ukrzyżowali, nie mają już ze sobą nic wspólnego. Tak też z perspektywy krzyża Chrystusa jawi się stosunek chrześcijanina i świata. Zjadliwa nienawiść świata ku Chrystusowi i jego nieustępliwa wrogość wobec wszystkiego, co Chrystus reprezentuje, ujawniły się w całej pełni przez odrzucenie i ukrzyżowanie naszego Pana. Chrystus zapowiedział, że świat będzie nas nienawidził i prześladował tak samo jak Jego (J 15,18-20; 16,2; 17,14). Przez Jego krzyż zostaliśmy usunięci ze świata tak jak i On.

Błogosławiona nadzieja

Jednak to nie śmierć miała tu być ostatnim akcentem: Chrystus zwycięsko powstał z grobu, wstąpił do nieba i zasiadł po prawicy Ojca. Lecz to nie wszystko - bo On przyjdzie powtórnie w mocy i chwale, aby sądzić i dokonać zemsty na tych, którzy Go odrzucili. My zaś, którzyśmy się utożsamili z Nim w Jego odrzuceniu i śmierci, będziemy mieć udział w Jego triumfie i chwale. Nieprawdą jest, że Drugie Przyjście dotyczy przyszłości tak dalekiej, iż nie ma dla nas praktycznego znaczenia. Przeciwnie - może się ono wydarzyć choćby i dziś! Lada moment możemy doświadczyć chwalebnego spełnienia nadziei zaszczepionej przez Ewangelię w naszych sercach! Dzięki temu wieczność wkracza w teraźniejszość - a chrześcijanin nie jest już z tego świata!
Posłuchajmy raz jeszcze apostoła: „Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu.” Fakt, że zgodzili się umrzeć i pozwolić, aby Chrystus był ich życiem, stanowił dla Kolosan nie tylko podstawę zwycięstwa, ale i bezcenną esencję Ewangelii. W przeciwnym razie nie byłoby zbawienia; bez tego byliby jak Barabasz: wprawdzie wdzięczni, że Jezus zajął ich miejsce, ale błędnie przekonani, że „zbawiono” ich, aby mogli żyć na własną rękę. Gdyby nie uznali śmierci Jezusa za własną, nie zrezygnowali z takiego życia, jakie sami chcieliby wieść, i nie pozwolili Chrystusowi stać się ich życiem, nie mogliby doświadczyć tego zwycięstwa nad grzechem i nad samym sobą, o jakim pisał Paweł. Co znaczyłoby, że faktycznie w ogóle nie przyjęli poselstwa Ewangelii!
Co sprawiło, że śmierć, pogrzebanie i zmartwychwstanie Kolosan wraz z Chrystusem stało się dynamiczną siłą, która przemieniła ich życie? Sprawiła to obietnica: „Gdy się Chrystus, który jest życiem naszym, okaże, wtedy się i wy okażecie razem z Nim w chwale.” Kiedy prawda ta ogarnęła ich serca tak, iż codziennie spodziewali się Jego pojawienia, kiedy stało się ono ich nadzieją, Jego śmierć i zmartwychwstanie nabrały w doczesności wymiaru tak realnego, że Kolosanie zostali przemienieni w inne, nowe osoby. A jako takie, mieli wedle zalecenia apostoła „szukać tego, co w górze, gdzie siedzi Chrystus po prawicy Bożej”. „O tym, co w górze, myślcie, nie o tym, co na ziemi.” Niech każdy z nas całym sercem pójdzie za tym wołaniem!
Idea pochwycenia Kościoła przed wielkim uciskiem nie należy więc do gatunku doktryn rozdzielających włos na czworo, stosowną do dysput teologicznych teorią bez praktycznego znaczenia dla codziennego życia. Jest to zapomniana tajemnica zwycięskiego życia. Jan napisał: „...każdy, kto tę nadzieję w Nim pokłada, oczyszcza się, tak jak On jest czysty” (1 J 3,3). Paweł wskazał, że właśnie umiłowanie pojawienia się Chrystusa skłania go do świętości i wierności, daje zwycięstwo - a ten sam wieniec chwały czeka na wszystkich, „którzy umiłowali przyjście Jego” (2 Tym 4,8). Zauważmy, że brak entuzjazmu w oczekiwaniu Go powiązał Jezus z niegodziwością: „Jeśliby zaś ów zły sługa rzekł w sercu swoim: Pan mój zwleka z przyjściem, i zacząłby bić współsługi swoje, jeść i pić z pijakami...” (Mt 24,48-49).
Pilnie i z żarliwością szukajmy tego, co w górze, gdzie zasiada Chrystus po prawicy Boga; dążmy do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Dlaczego? Bo „nasza ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa, który przemieni znikome ciało nasze w postać podobną do uwielbionego ciała swego, tą mocą, którą też wszystko poddać sobie może” (Flp 3,20-21). Chwała Bogu!

CIB Bulletin sierpień 1989
(za uprzejmą zgodą Autora).
Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Pisz do nas: kontakt@tiqva.pl