Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki,

do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości

2 Tym. 3:16

Kosmos, Stworzyciel i przeznaczenie człowieka cz.1

Część I

Wprawdzie w dziedzinie zaprowadzania pokoju i dobrej woli na ziemi Ameryka ponosi nieustające porażki, to przynajmniej może się poszczycić swoją wielką chlubą - programem kosmicznym. Nasi astronauci chodzili już po księżycu. Nasi astronomowie przepatrzyli swymi teleskopami najdalsze zakamarki wszechświata, odkrywając wiele jego tajemnic. Ale zaraz. Nie przeoczmy pewnych faktów.

Moją najnowszą książkę Kosmos, Stworzyciel i przeznaczenie człowieka rozpoczynam od rzutu oka na przestwór wszechświata. Nawet gdybyśmy potrafili budować pojazdy kosmiczne poruszające się z prędkością światła, przemierzenie samej tylko Drogi Mlecznej, galaktyki stosunkowo niewielkiej, zajęłoby nam 100 tys. lat, a trzeba by miliardów lat, żeby dostrzeć do galaktyk położonych dalej. Fakty te pokazują, jaką głupotą są ludzkie mrzonki o „penetracji kosmosu”. Ilekroć wsiadam do pasażerskiego odrzutowca i rzucam okiem do kokpitu na niemożliwie skomplikowany panel rozdzielczy, przypomina mi się arktyczna mewa rybołówka zwyczajna. Ptak ten ma swoje miejsca lęgowe w tundrze na dalekiej północy, później w ciągu ośmiu miesięcy przemierza tysiące kilometrów bezdrożnego oceanu, by dotrzeć do celu swej podróży - w pobliże skraju antarktycznej czapy lodowej - a potem znów wrócić na miejsce lęgu. W ciągu całego swojego życia pokonuje ponad 30 tys. km. Cały jego panel rozdzielczy zawiera się w jego maleńkim mózgu, a jego systemem sterowniczym jest jego instynkt, zdolność, która nie mogła się rozwinąć wskutek żadnego procesu ewolucyjnego i której nie potrafi wyjaśnić żaden człowiek.

Ateizm do spółki z darwinizmem jest najszybciej rozwijającym się dziś ruchem politycznym na świecie. Ma on być Wuderwaffe szatana w jego starciu z Bogiem. Najbardziej gromkim jego rzecznikiem jest czołowy ateista Richard Dawkins, były profesor Uniwersytetu Oksfordzkiego. Jego książki regularnie trafiają na listy bestsellerów New York Timesa. Przekonawszy się do darwinizmu w wieku 15 lat, odszedł od nominalnego anglikanizmu i stał się zagorzałym ateistą. On to ogłosił, że „wiara w Boga jest nie tylko głupotą, ale i złem”.

Podobna przemiana dokonała się w życiu Charlesa Templetona. Swego czasu głosił on Słowo Boże wspólnie z Billym Grahamem. Darwinizm uczynił z niego ateistę. W książce Farewell to God (Pożegnanie z Bogiem) wyjawia, co napisał w liście do Billy'ego Grahama:

Billy, po prostu niemożliwością jest dalsze wierzenie na przykład w biblijną relację o akcie stworzenia. Świat nie został stworzony kilka tysięcy lat temu w ciągu paru dni, lecz ewoluował przez miliony lat. Nie jest to kwestia spekulacji, jest to fakt, którego można dowieść.

Templeton pomylił się niestety. Darwinizm nie przestaje dziś przywodzić rzesz ludzi do ateizmu. Wielu autorów książek przedstawiało już argumenty na temat obydwu stron debaty - kreacjonizmu bądź ewolucjonizmu. W istocie jest to debata między teizmem a ateizmem, między Bogiem a szatanem. Prastary konflikt doczeka się niebawem dramatycznego rozstrzygnięcia. Temu właśnie poświęciłem książkę Kosmos, Stworzyciel i przeznaczenie człowieka.

Chełpimy się wielkimi miastami, jakie pobudowaliśmy, i rejestrujemy nasze najwybitniejsze osiągnięcia sportowe: jak szybko potrafimy biegać, jak wysoko i daleko skakać itd. Lecz choćby na przykładzie rybołówki zwyczajnej widać, że owady i zwierzęta przewyższają nas pod względem każdej fizycznej możliwości. Zastanawiające jest więc, że żadna ze stron tej debaty nie wspomina pewnej kluczowej cechy, która odróżnia człowieka od wszystkich istot niższych: jego zdolności formułowania idei i wyrażania ich w słowach, muzyce i sztuce. Zostaliśmy uczynieni na obraz Boga, naszego Stworzyciela i Tego, który miłuje nasze dusze. Nie można tego samego powiedzieć o żadnym innym żywym stworzeniu.

Fakt ten wskazuje na absurdalność poszukiwania wśród skamielin jakiegoś „brakującego ogniwa” między człowiekiem a niższymi stworzeniami. Równie daremne jest poszukiwanie „brakującego ogniwa” w DNA człowieka i zwierząt. Ani budowa szkieletu, ani budowa DNA nie mają nic wspólnego z tym, kim jest dana osoba. DNA szympansa pokrywa się w 96% z ludzkim DNA. Nie świadczy to o żadnym ewolucyjnym związku między człowiekiem a szympansem, jak wskazuje Francis Collins, zdeklarowany chrześcijanin, mianowany niedawno na szefa amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia. Nawet gdyby udało się odzyskać kompletne szkielety i DNA Alberta Einsteina, Karola Dickensa i Ludwika van Beethovena, czy znaleźlibyśmy w nich klucz do geniuszu tych ludzi? Oczywiście, że nie! Faktyczna osoba jest istotą niefizyczną żyjącą w fizycznym ciele. Fakt ten nie budzi wątpliwości.

Jeśli chodzi o nasz mózg, to nie w nim rodzą się nasze myśli. Jesteśmy myślicielami, którzy będą żyć wiecznie, nawet gdy nasze obecne ciało będzie gniło w grobie. Dusze i duchy nie podlegają prawom fizyki i chemii rządzącym naszymi ciałami. Fakty te mają doniosłe konksekwencje dla każdego z nas. Co dzieje się z duszą i duchem po śmierci? W Liście do Hebrajczyków 9,27 jest napisane: „Postanowiono ludziom raz umrzeć, a potem sąd”. Można się śmiać przez całą drogę do piekła, jednak drogi powrotnej stamtąd nie będzie już można odbyć.

Zapoczątkowany przez Adama bunt przeciwko Bogu jest od owego dnia realizowany z całym zapamiętaniem. Nie ulega wątpliwości, że głównym celem dzisiejszych wysiłków naukowych jest dowiedzenie, że Bóg nie istnieje.

Na przykład zadaniem sond kosmicznych jest znalezienie śladów wody, które mogłyby wskazywać, że życie powstało gdzieś poza ziemią, a następnie ewoluowało. Celem tych prób jest oczywiście wykazanie, że człowiek nie jest żadną wyjątkową istotą, ponieważ podobnie inteligentne istoty można znaleźć w każdym zakątku wszechświata, do wyjaśniania świata nie jest zatem potrzebny żaden „bóg”. Tego rodzaju spekulacje drwią z prawa biogenezy, głoszącego, że życie może pochodzić tylko od życia.

Ateiści starają się unikać pytania o początki. Mówią o nagłym wybuchu energii, ochrzczonym przez jednego z krytyków tej teorii jako „Big Bang”, nie potrafią jednak powiedzieć, czym jest ta energia, gdzie i dlaczego wcześniej się skrywała i czemu objawiła się nagle w kosmicznym wybuchu. Nie potrafią też wyjaśnić, w jaki sposób życie mogło wytrysnąć nagle z wszechświata, w którym panowały temperatury wyższe niż te we wnętrzu najgorętszej gwiazdy. Nie potrafią powiedzieć, czym jest życie ani w jaki sposób można je tchnąć w nieożywione związki chemiczne składające się na ludzkie ciało. Czyż nie jest nieuczciwością mówienie o ewolucji bez wcześniejszego ustosunkowania się do pewnych fundamentalnych pytań?

Co kryje się za gorączkowym poszukiwaniem skamielin po całym globie? Cóż innego, jeśli nie pragnienie znalezienia jakiegoś ewolucyjnego łącznika od mikroba do człowieka, pozwalającego wyeliminować Boga? Podobnie jest z owym drobiazgowym przeszukiwaniem ludzkiego genomu - byle tylko znaleźć jakiś ewolucyjny łącznik między niższymi istotami a człowiekiem. Dowiedliśmy już, że człowiek jest czymś więcej niż fizycznym ciałem, lecz fakt ten ateiści ignorują, ponieważ wskazuje on na Boga.

Ateiści są materialistami. Nie istnieje dla nich nic prócz materii. Podobno człowiek jest tylko tym, czym jest jego fizyczne ciało. Tę materialistyczną tezę łatwo jednak obalić. Myśli nie są fizyczne, podobnie koncepcje. Słowniki i encyklopedie pełne są słów, do których nie można podać fizycznego opisu. Jaki kolor ma słowo „etyczny”? Jak pachnie słowo „zdumiewający”? Ile waży słowo „znamienny”? Materializm jest filozofią tyleż głupią ile nikczemną. Jaką fakturę ma „głupia”, jakie dźwięki wydaje „nikczemna”, jaki ma smak „filozofia”? Itd. itp.

Względem prawdy nie można odwracać się tyłem - i czas już najwyższy, żeby uczciwie się z nią zmierzyć! Biblia dwukrotnie oznajmia: „Rzekł głupi w swoim sercu: Nie ma Boga” (Ps 14,1; 53,2). Ateizm jest religią głupców.

Podobno pewnego razu w słynnym Speakers' Corner w londyńskim Hyde Parku jakiś człowiek wygłaszał kazanie, twierdząc, że kto nie wierzy w Boga, ten jest głupcem. Ktoś z tłumu słuchaczy zawołał:

- Jestem ateistą. Jeśli nie zdołasz pan dowieść, że jestem głupcem, to opublikuję to w gazetach i wykurzymy pana z tego miasta!

- Tylko czy pan naprawdę nie wierzy w Boga?

- Jasne, że nie! Przez całe życie zwalczałem Boga!

- No to niechże mi pan powie - odrzekł kaznodzieja. - Jeśli nie jest głupcem ten, kto poświęca całe swoje życie na walkę z czymś, co według niego nie istnieje, to jak inaczej go nazwać?

Poeci, malarze i pisarze podejmowali próby ukazania przerażającej chwili, gdy człowiek staje przed tronem Boga, lecz nasza wyobraźnia może wieść nas na manowce. Sędziowski tron Chrystusa to miejsce, w którym chrześcijanin otrzyma nagrodę bądź poniesie stratę za „rzeczy dokonane w ciele” (2 Kor 5,10). W tej niesamowitej chwili każdy z nas ujrzy oblicze Chrystusa, którego „oczy są jak płomień ognia” (Ap 1,14; 2,18).

Ci natomiast, którzy odrzucili Chrystusa i śmiali się z Bożej oferty zbawienia, staną przed wielkim białym tronem przed obliczem Zasiadającego na tym tronie, przed którym uciekną „ziemia i niebo” (Ap 20,11). Ci, którzy szydzili z Bożego daru przebaczenia, będą na wieki cierpieć męki, dręczeni wspomnieniami swych złych myśli, słów i czynów, ze świadomością, że nie musiało tak być. Ich zgubę przypieczętowało odrzucenie przez nich przebaczenia zaoferowanego przez Boga w Jezusie. Nareszcie jasne stanie się to, co wyznał Bogu Dawid: „Przeciwko Tobie, Tobie jedynie zgrzeszyłem i uczyniłem to zło w Twoich oczach” (Ps 51,6). Kiedy ogarniają nas wyrzuty sumienia i żałujemy jakiegoś popełnionego grzechu, nie zapomnijmy o tej krótkiej wypowiedzi Dawida, stanowiącej istotę jego wyznania. Każdy grzech jest buntem przeciwko Bogu.

Dla niewierzącego ogień piekielny stanowi tę nieznośną męczarnię sumienia otrzymanego od Boga, przejmująco opisaną przez Salomona:

Ponieważ wołałam, a wy odmawialiście, wyciągałam rękę, a nikogo to nie obeszło, lecz za nic mieliście sobie moją radę i nie chcieliście moich napomnień, to i ja będę śmiać się z waszego nieszczęścia, szydzić będę, gdy strach wasz nadejdzie [...] jak spustoszenie, i zguba wasza jak wicher, gdy przyjdzie na was niedola i boleść.
I będą mnie wtedy wołać, ale nie odpowiem; i szukać mnie będą, ale mnie nie znajdą, ponieważ znienawidzili wiedzę i bojaźni Jahwe nie obrali, nie przyjmowali żadnej z moich rad, wzgardzili mym napomnieniem. Dlatego spożyją owoc swej drogi i nasycą się własnymi swymi wybiegami.

Księga Przysłów 1,24-31

Jak długo również my jako chrześcijanie nie uświadomimy sobie powagi tego, co być może lekceważymy w naszych myślach jako niewarte nawet wzmianki, tak długo nie przybliżymy się nawet do prawdziwej skruchy. Każdy grzech, nawet ten z pozoru najbłahszy, musi zostać uznany za jako jaskrawy rozbój i zdrada wobec Boga. Jaskrawy rozbój? Owszem, bo okradamy Boga w większym czy mniejszym stopniu z tego życia, które nam powierzył, z życia, jakie powinniśmy wieść ku Jego chwale, a żyjemy sami dla siebie. Zdrada? Ponieważ w naszym sercu wszczęliśmy powstanie przeciwko Panu wszechświata.

Dopiero gdy spojrzymy na grzech z takiej właśnie perspektywy, zacznie się prawdziwa skrucha. Wiele starych hymnów chrześcijańskich wyraża tę uroczystą powagę, z jaką czciciele Boga powinni stawać przed Jego obliczem. Niestety, dawne pieśni musiały ustąpić miejsca popularnej „współczesnej muzyce chrześcijańskiej”, w której Bóg zostaje ściągnięty z piedestału Władcy wszechświata - Tego, przed kim z nabożnym respektem pada się na twarz - do poziomu kumpla.

W wielu spośród dzisiejszych tzw. kościołów ewangelicznych niewiele jest bojaźni Boga, o której Salomon twierdził, że jest ona „początkiem mądrości” Ps 111,10; Prz 1,7; 9,10). Lament Pana, ubolewającego niegdyś nad Izraelem, pozostaje z pewnością aktualny w stosunku do dzisiejszego Kościoła: „Syn czci swego ojca, a sługa swego pana, jeśli zatem jestem ojcem, gdzie jest moja cześć? A jeślim panem, gdzie bojaźń przede mną? - mówi Jahwe Zastępów wam, o kapłani, którzy gardzicie moim imieniem. Wy zaś powiadacie: Gdzież to wzgardziliśmy twoim imieniem?” (Księga Malachiasza 1,6).

Adresuję te słowa sam do siebie. Ilu z nas żyje tak, jakbyśmy rzeczywiście wierzyli, że czas jest bliski i że Jezus może przyjść w każdej chwili? Musimy zebrać myśli i poważnie zastanowić się nad tą kwestią. Potrzebne nam jest odnowienie serca, świeże uświadomienie sobie wszechpotęgi Boga. Często powtarzam Bogu, że drżę na myśl o tym, iż miałbym przed Nim stanąć. Wiem, że jestem odkupiony i bezpieczny w Jego miłości, gdy jednak pomyślę o Jego wielkości i swej żałosnej małości, nieomal arogancją wydaje mi się powiedzieć: „Kocham Cię, Panie”.

Pismo wypowiada się z przejmującą powagą o tych, którzy odrzucają Boga jako Stworzyciela i Zbawiciela. Nie, nie jesteśmy wynikiem ewolucji. Ta teoria jest jednym z najbardziej udanych kłamstw szatana. Za jednym zamachem zdołał on zrównać człowieka ze zwierzęciem, a jednocześnie podsycić jego pychę poprzez wmówienie mu, że może pojąć swój początek bez odwołania się do Boga i pozostać wolny od odpowiedzialności przed kimkolwiek wyższym niż on sam. Cóż za niebywałe oszustwo, równające szeroki trakt wiodący do zguby!

W jaki sposób można zawrzeć tę żywotną prawdę w książce poświęconej naukowemu omówieniu początków człowieka i celu jego istnienia? Taką próbę podjąłem w książce „Kosmos, Stworzyciel i przeznaczenie człowieka”, pragnąc zwrócić uwagę czytelników na cudowność miłości Boga i na chwalebną przyszłość, jaką zaplanował On dla tych, którzy otworzą przed Nim swoje serce. Jakże prawdziwe są słowa hymnu „How Great Thou Art”:

O Lord my God, when I in awesome wonder
Consider all the worlds thy hands have made:

I see the stars, I hear the rolling thunder,
Thy power throughout the universe displayed!

When through the woods and forest glades I wander
And hear the birds sing sweetly in the trees,
When I look down from lofty mountain grandeur
And hear the brook and feel the gentle breeze,

And when I think that God, His Son not sparing,
Sent Him to die, I scarce can take it in-
That on the cross, my burden gladly bearing,
He bled and died to take away my sin!

When Christ shall come with shout of acclamation
And take me home, what joy shall fill my heart!
Then I shall bow in humble adoration
And there proclaim, my God, how great thou art!

Then sings my soul, my Savior God, to Thee: How great Thou art! How great Thou art!

 

Polska wersja pieśni zaczerpnięta ze "Śpiewnika pielgrzyma" (Przyp.red)

1. Gdy na ten świat spoglądam, wielki Boże,
Coś stworzył go wszechmocnym Słowem Swym,
A kiedy znów na te narody spojrzę,
Którymi Ty wciąż opiekujesz się,
Refren:
Me serce w uwielbieniu śpiewa Ci:
Jak wielkimś Ty, jak wielkimś Ty!
Me serce w uwielbieniu śpiewa Ci:
Jak wielkimś Ty, jak wielkimś Ty!
2. Gdy wznoszę wzrok ku jasnym światom w górze
I widzę gwiazd nieprzeliczony rój,
Jak słońce tam i księżyc w swojej porze
Spokojnie bieg wciąż odbywają swój,
3. Gdy z słowem Swym stanąłeś na mej drodze,
O Panie mój, gdym ujrzał łaskę Twą,
Co zmyła grzech, co cieszy w życia trwodze,
Co w mych słabościach pomoc daje swą,
4. Gdy widzę znów, jak grzesznych wielka rzesza,
Zamiast Cię czcić, Twe imię święte lży,
A mimo to Twa łaska się nie zmniejsza,
Owszem ich znosisz w cierpliwości Swej,
5. Gdy życia mię przytłacza ciężkie brzemię,
Gdy jest na śmierć zraniona dusza ma;
Ojcowska Twoja dłoń, gdy ciężar zdejmie,
Pomoże nieść, co się nieznośnym zda,
6. Gdy, Panie mój, odwołasz mię ze świata,
Gdy olśni mię Twej chwały wiecznej blask,
Gdy będzie dana mi czystości szata
I Ciebie ujrzę, Jezus, Królu łask,

                             

The Berean Call  grudzień 2009

                                                                                                                                                                                                                                                               Dave Hunt

www.thebereancall.org

 

                                                                                                                              


Warte przytoczenia:

[Odwróćmy się] od naszych ograniczeń ku Bogu, który nie ma żadnych. Jego serce mieści lata wiekuiste. Dla Niego czas nie mija, lecz pozostaje; ci zaś, którzy są w Chrystusie, dzielą z Nim całe bogactwo bezmiernego czasu i niekończących się lat. Bóg nigdy się nie śpieszy. Nie istnieją żadne terminy, których musi się trzymać. Sama świadomość tego koi naszego ducha i serce.

A. W. Tozer

 

 

 

Pisz do nas: kontakt@tiqva.pl