Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki,

do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości

2 Tym. 3:16

Miłosierna miara,trzeźwy sąd

                                                                 
Spoglądając uważniej na słynne Ka­zanie na Górze w Ewangelii Ma­teusza, zauważamy, jak myl­ne było pierwsze nasze wra­że­nie, widzące w nim zestaw mądrych sen­tencji i opis dobrych uczynków.
Rozdział 5 Ewangelii Mateusza usta­wiony na tle całego Nowego Te­s­ta­­me­ntu ukazał ku naszemu za­sko­cze­niu ob­raz zba­wienia, jakie przy­go­tował nam Bóg w Chrystusie, i ob­raz nowego życia, nowego czło­wie­ka. Jednym z licznych ko­men­ta­rzy do tego rozdziału mogą być sło­wa Pawła z Listu do Ga­la­cjan (2,20):
„Z Chrystusem jestem ukrzy­żo­wa­ny; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus, a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bo­żego, który mnie umiłował i wy­dał samego siebie za mnie”. Oto wy­jaśnienienie słów: „Jeśli spra­wie­dli­wość wasza nie będzie większa niż sprawiedliwość uczonych w Piś­mie i faryzeuszów, nie wejdziecie do Kró­lestwa Bożego.”
To Chrystus jest sprawiedliwością, uspra­wiedliwieniem każdego, kto wie­rzy. I także w Chrystusie, od­ro­dze­ni z Ducha, stajemy się nowym czło­wiekiem, zdolnym do do­sko­na­łoś­ci w swoich czynach, tak jak i Oj­ciec jest doskonały. Jesteśmy bo­wiem Jego dziełem (Ef 2,10).

Ukazawszy zbawienie, jakie Bóg nam w Nim przy­gotował, Je­zus na­stęp­nie opisuje nam cechy czło­wie­ka, który może otrzymać Bo­żą spra­wie­dliwość i wejść do Kró­les­twa. Jest to - jak już na po­czą­tku za­zna­czył - człowiek „ubo­gi w du­chu”, jak cel­nik z przy­po­wie­ści. Roz­dział 6 uka­zuje jego po­sta­wę we­wnę­trzną, se­rce, które po­do­ba się Bo­gu. Taki ktoś zwraca się do Boga w skru­sze i w wierze, świa­do­my, że po pie­r­w­sze, liczy się to, co w gó­rze, a nie to, co na ziemi; po dru­gie zaś, li­czy się oce­na Tego, któ­ry jest w nie­bie, nie zaś tych, którzy mie­szkają na ziemi.
Człowiek, który przyoblókł się w spra­wiedliwość Chrystusa, patrzy więc na rzeczy „okiem zdrowym”. Nie gromadzi sobie skarbów na zie­mi, pamiętając, że „to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wiecz­ne” (2 Kor 4,18).
Pa­mię­ta też, że Oj­ciec jego w nie­bie „widzi w ukry­ciu” i że nie za­im­po­nują mu naj­bar­dziej świą­tobliwe uczynki same w sobie. „Ofia­rą Bogu mi­łą jest duch skru­szo­ny”.
Wyjaśniwszy to wszystko Jezus udzie­la końcowych wskazówek i na­po­mnień. Ostatni rozdział Kazania na Górze to zachęta do rozsądku i autokrytycyzmu. Czy­ta­my w nim bo­wiem m. in. takie sło­wa:
Nie sądźcie, abyście nie byli są­dze­ni.
Wchodźcie przez ciasną bramę.
Strzeżcie się fałszywych pro­ro­ków.
Nie każdy, kto do Mnie mówi: Pa­nie, Panie, wejdzie do Kró­le­s­t­wa Nie­bios.
Każdy więc, kto słucha tych słów Mo­ich i wykonuje je, będzie przy­ró­w­nany do męża mądrego, który zbu­dował dom swój na opoce.
Po ukazaniu nam więc zbawienia Bo­żego i przedstawieniu postawy se­r­ca miłej Bogu Jezus za­chęca do trze­źwego spoj­rze­nia na nasz stan du­chowy, aby póź­niej, w dniu osta­te­cznym, nie spot­ka­ło nas go­rz­kie roz­czarowanie.
„Nie sądźcie, abyście nie byli są­dze­ni. Albowiem jakim sądem są­dzi­cie, takim was osądzą, i jaką miarą mie­rzycie, taką i wam odmierzą. A cze­mu widzisz źdźbło w oku brata swe­go, a belki w oku swoim nie do­s­trzegasz? Albo jak powiesz bratu swe­mu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku two­im? Obłudniku, wyjmij najpierw bel­kę z oka swego, a wtedy przej­rzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swe­go.”
NAWET NIE ZNALAZŁSZY W SOBIE NICZEGO GODNEGO POTĘPIENIA, WIEMY, ŻE NAS TO WCALE NIE USPRAWIEDLIWIA, I ŻE NADZIEJĘ ZBAWIENIA MUSIMY POKŁADAĆ W CAŁOŚCI W MIŁOSIERDZIU PANA.
Na koniec Jezus radzi więc: Ten, kto się szczyci sobą, a jest prędki do osą­dzania innych, niech się lepiej za­sta­nowi. Nasuwają się tu dwie pra­w­dy: Pierwszą zawierają sło­wa Iza­ja­sza, przytoczone w No­wym Tes­ta­me­ncie przez apostoła Pa­wła: „Oto te­raz czas łaski, oto te­raz dzień zba­wienia” (2 Kor 6,2). Prze­mawiając w synagodze w Na­za­re­cie Jezus od­niósł do siebie inne sło­wa Iza­jasza: „Duch Pański na­de Mną, prze­to na­ma­ścił Mnie [...] abym zwia­s­to­wał mi­ło­ściwy rok Pana” (Łk 4,18-19). Z Ewan­ge­lii Jana (3,17-18) do­wia­du­je­my się, że przy­cho­dząc po raz pie­r­w­szy, Syn Boży był po­sła­ny nie po to, „aby sądził świat, lecz aby świat był przez Niego zba­wiony. Kto wie­rzy w Niego, nie bę­dzie są­dzo­ny”.

Kto wierzy w Niego, nie bę­dzie sądzony
Jasna stąd nauka: Żyjemy w nie­zwy­kłym okresie „miłościwego ro­ku Pa­na”, w czasie łaski, kiedy „kto wie­rzy w Niego [czyli Jezusa], nie bę­dzie sądzony”. Nie dzięki wła­s­nej spra­wiedliwości, ale dlatego, że jak powiedziano: „spra­wie­dli­wy Z WIA­RY ŻYĆ BĘDZIE” (Hab 2,4). Je­zus po­le­ca nam więc nie sądzić przed cza­sem, dopóki - jak pisze apo­stoł Pa­weł - „nie przyjdzie Pan, któ­ry uja­w­ni to, co ukryte w ciem­no­ś­ci, i ob­ja­wi zamysły serc” (1 Kor 4,5).
O sobie samym Paweł pisze do Ko­ryntian: „Nie ma najmniejszego zna­czenia, czy wy mnie sądzić bę­dzie­cie, czy jakiś inny sąd ludzki, bo na­wet ja sam siebie nie sądzę.” Choć w innym miejscu polecono nam osą­dzać samego siebie, to nawet uczy­niw­szy to i nie znalazłszy w sobie ni­cze­go godnego potępienia, wiemy - jak apostoł Paweł - że nas to wca­le nie usprawiedliwia, i że nadzieję zba­wienia musimy pokładać w ca­ło­ś­ci w miłosierdziu Pana i Jego obie­t­ni­cy dla wierzącego.
Zniechęcenie do osądzania braci po­wtarzają za Jezusem i apostoł Pa­weł, i Jakub, pisząc: „Kimże ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada, do pana swego na­le­ży; ostoi się jednak, bo Pan ma moc pod­trzymać go” (Rz 14,4).
Czy oznacza to jednak ślepą to­le­ran­cję, akceptującą grzech, którego jest się świadkiem? Z pewnością nie, bo Pismo wielokrotnie zachęca do ostrze­gania i napominania grze­szą­cych: „Jeśli kto spośród was zboczy od prawdy, a ktoś go nawróci, niech wie, że ten, kto nawróci grzesznika z błęd­nej drogi jego, wybawi duszę je­go od śmierci i zakryje mnóstwo grze­chów” (Jk 5,19-20). Napo­mi­na­jąc grze­szą­cych miejmy jednak na uwa­dze takie ostrze­żenia: „Kto mnie­ma, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” (1 Kor 10,12) i: „Nie osą­dzajmy już je­d­ni drugich, ale ra­czej baczcie, aby nie dawać bratu po­wo­du do zgor­sze­nia” (Rz 14,13).

Kto mniema, że stoi...
Wyjmowanie komuś źdźbła z oka to godne zajęcie, czy jednak może od­dawać się mu ktoś, kto nie widzi bel­ki we własnym? Przede wszy­st­kim więc poleca Jezus spraw­dze­nie własnej mo­ty­wacji: czy przy­pad­kiem osądzając in­nych nie jes­teś­my sto­kroć bardziej bliscy po­tę­pie­nia? To spra­wie­dliwy fa­ry­ze­usz, a nie grze­sz­ny cel­nik, miał belkę w oku, i to grzesz­ny celnik, a nie porządny fa­ry­ze­usz, odszedł uspra­wied­li­wio­ny.
Szczególnie wymowne w tym kon­­tekście są słowa:„Nie każdy, kto do mnie mówi: Pa­nie, Panie, wejdzie do Królestwa Nie­bios; lecz tylko ten, kto pełni wo­lę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Pa­nie, Panie, czyż nie pro­ro­kowaliśmy w imieniu twoim i w imie­niu twoim nie wypędzaliśmy de­monów, i w imie­niu twoim nie czy­niliśmy wielu cu­dów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idź­cie precz ode mnie wy, którzy czy­nicie bez­pra­wie.”
Jakże mocna to zachęta, aby na trzeźwo i bezstronnie badać własne ser­ce i szczerze prosić Boga, aby Duch Święty objawiał nam, czy nie oszu­kujemy samych siebie, pod ety­kiet­ką imienia Bożego wznosząc wła­sne gmachy.

Kto kołacze, temu otworzą
Pocieszające w tym ponurym me­men­to są słowa: „Proście, a będzie wam dane, szu­kaj­cie, a znajdziecie; ko­łaczcie, a otwo­rzą wam. Każdy bo­wiem, kto pro­si, otrzymuje, a kto szu­ka, znaj­du­je, a kto kołacze, temu otworzą. Czy jest między wami taki czło­wiek, któ­ry, gdy go syn będzie pro­sił o chleb, da mu kamień? Albo gdy go bę­dzie prosił o rybę, da mu wę­ża? Jeś­li tedy wy, będąc złymi, po­tra­ficie dawać dobre dary dzie­ciom swo­im, o ileż więcej Ojciec wasz, któ­ry jest w niebie, da dobre rze­czy tym, którzy go proszą.”
Nie po to Jezus wygłasza tak ostre sfor­mułowania, aby nas bez­pro­du­k­ty­wnie straszyć i sprawić, że nasze zie­mskie dni do końca będziemy pę­dzić sparaliżowani strachem przed tym, co nas czeka. Zalecenie nie­o­szu­kiwania siebie i osądzania włas­nej postawy zostaje bowiem wzbo­ga­cone o otwartą drogę przed obli­cze Boże, gdzie każdy skruszony grze­sznik otrzyma to, o co prosi. Chce­my być pewni, że wła­ś­ci­wie sie­bie osądziliśmy? Prośmy Bo­ga, a On upewni nas co do fakt­ycz­ne­go sta­nu rzeczy. A może nawet sa­mi sie­bie nie osądzamy, prze­ra­że­ni wła­s­ną grzesznością? Prośmy Bo­ga, aby dał nam w Jezusie swoje zba­wienie. Jeśli uczynimy to z uf­no­ścią, z wiarą, że Bóg nie zmienia da­ne­go słowa i że „ofiarą Jemu miłą jest duch skru­szo­ny”, wówczas z pe­w­nością pokój Boży zagości w n­a­szym sercu.

Droga przestronna i wąska
Ciekawe, że w kontekście wska­zó­wek dotyczących uczciwego spoj­rze­nia na siebie samego i sto­so­wa­nia do innych takiej samej miary mi­ło­sierdzia, jakiej chcielibyśmy do­świa­dczyć na sobie ze strony Boga, Je­zus daje też dziwną przestrogę. Dzi­wną - bo nie jest ona jak wszy­s­t­ko inne w Kazaniu na Górze prze­stro­gą przed przewrotnością na­sze­go włas­nego serca, ale ostrzeżeniem przed - innymi ludźmi.
Przestrogę tę poprzedza bardzo kon­kretna wskazówka - od­wołująca się tym razem nie do na­sze­go serca, ale rozsądku, po­z­wa­la­ją­ca po­znać, kiedy szczególnie gro­zi nam wybór ścieżki fał­szy­wej: „Wchodź­cie przez ciasną bramę; al­bowiem sze­ro­ka jest brama i prze­s­tronna droga, któ­ra wie­dzie na za­tra­cenie, a wielu jest ta­kich, którzy przez nią wcho­dzą. A cia­sna jest bra­ma i wąska dro­ga, któ­ra pro­wa­dzi do żywota; i nie­wielu jest tych, któ­rzy ją zna­j­du­ją.”
Z kontekstu całego Pisma Świę­te­go wnioskujemy, że szeroka droga to droga tego świata:
droga służenia mamonie, czyli wła­s­nemu wygodnemu życiu, a nie Bo­gu;
droga poszukiwania pochwały lu­dz­­kiej, a nie Bożej;
droga pełnienia uczynków świa­ta, a nie sprawiedliwości Bo­żej;
droga samozadowolenia, a nie skru­chy przed Bogiem;
droga samowystarczalności - a nie zło­żenia ufności w pełni w Bo­gu.

Osądzanie fałszu
Ludzie, przed którymi Pan ostrze­ga, będą usiłowali od­wieść nas od dro­gi właściwej i skło­nić do po­dą­że­nia wiodącą do zguby: „Strzeż­cie się fałszywych pro­roków, któ­rzy przy­chodzą w odzie­niu ow­czym, we­wnątrz zaś są wil­kami dra­pież­ny­mi!”
Ciekawe też, że w pozornej sprze­czności z tym, co powiedział przed chwilą, Jezus poleca nam tym ra­zem, abyśmy osądzali: Jeśli już nie samego człowieka gło­szą­ce­go fał­szy­wą  naukę (choć Jezus i apo­s­to­ło­wie nie wahali się czasem używać wo­bec takich ludzi bardzo mocnych słów), to z pewnością mamy osą­dzać drogę, na którą próbują nas oni wpro­wadzić. Daje Jezus kilka wska­zó­wek: „Po ich owocach poznacie ich. Czyż zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Tak każde dobre drze­wo wy­daje dobre owoce, ale złe drze­wo wy­daje złe owoce. Nie mo­że dobre drze­wo rodzić złych owo­ców, ani złe drze­wo rodzić dobrych owo­ców. Każ­de drzewo, które nie wydaje do­bre­go owocu, wycina się i rzu­ca w ogień. Tak więc po owo­cach po­z­na­cie ich.”
Bardzo ciekawe byłoby zbadanie, co właściwie oznacza tu słowo „owoc”, pojawia się ono bowiem w No­wym Testamencie wielokrotnie. W tym miejscu podajmy tylko jeden ta­ki przypadek: W 5 rozdziale Listu do Efezjan po­wie­dziano, że „OWO­CEM światłości jest wszelka dobroć i spra­wie­dli­wość, i prawda”. Dobroć i spra­wie­dli­wość musi więc być da­le­ko­się­ż­nym skutkiem dobrej nauki, dobra na­uka jest też zgodna z pra­w­dą, czy­li Słowem Bożym. Słowo Bo­że jest wielokrotnie nazywane praw­dzi­wym, toteż żadna nauka ogła­sza­ją­ca się za prawdziwą nie będzie się sprze­ciwiać temu, co co mówi ono o Bo­gu, o człowieku i o świecie.
Z innych miejsc Nowego Te­s­ta­me­n­tu wiemy też, że to Jezus jest pra­w­dą i prawda jest w Jezusie; mo­że­my więc wnioskować, że każda na­uka, która ujmuje Chrystusowi co­ko­l­wiek z tego, co o Nim po­wie­dzia­no w Piśmie, lub zniekształca to, bę­dzie nauką fałszywą.

Jeśli kto Mnie miłuje...
Ciekawe jest zakończenie Kazania; daje w nim bowiem Jezus świa­dec­two wagi swych słów. Przy­po­mina się tu inna Jego wy­po­wiedź, za­no­to­wa­na w Ewangelii Ja­na: „Sło­wa, któ­re wam po­wie­dzia­łem, są Du­chem i są Życiem” (6,63). I jesz­cze: „Jeśli kto mnie miłuje, sło­wa Mego prze­strze­gać będzie, i Oj­ciec Mój umiłuje go, i do niego przyj­dziemy, i u nie­go za­mie­s­z­ka­my” (14,23). Przy­po­mi­nają się też sło­wa z Li­stu do Ja­ku­ba: „Pokaż mi wia­rę swo­ją bez uczyn­ków; a ja ci po­każę wia­rę z uczynków moich” (2,18).
To prawda, żaden nasz uczynek nie zaskarbi nam zbawienia, bo ono przychodzi darmo, z łaski, przez wia­rę  złożoną  w  Chrystusie.  Lecz z dru­giej strony ktoś, kto przy­­jął tak bezcenny dar, jakże ina­czej się zań od­wdzię­czy niż ra­do­śnie wy­peł­nia­jąc za­le­ce­nia je­go Da­wcy? Za­lecenia mó­wią­ce o ty­m, aby prze­de wszy­st­kim w Nie­go wie­rzyć, by w Nim trwać, by mi­łować Bo­ga z ca­łego se­r­ca, sił i du­szy, a bli­źniego jak sie­bie sa­mego.
Jeśli ktoś słucha Słów Bożych tak, jak Izraelici słuchali Ezechiela - jak pię­knej mowy, której się jednak nie wpro­wadza w życie - czyni tak na włas­ną zgubę. Jeśli jego czyny nie są dob­rym owocem, niech tym usilniej bła­ga Pana o zbadanie swego ser­ca - czy naprawdę ukorzył się przed Pa­nem, czy też sam siebie oszukał? Le­piej więc budujmy roztropnie, na ska­le, tak jak nam poradził sam Pan:
„Każdy więc, kto słucha tych słów mo­ich i wykonuje je, będzie przy­ró­w­nany do męża mądrego, który zbu­dował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rze­ki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbu­dowany na opoce.
„A każdy, kto słucha tych słów Mo­ich, lecz nie wykonuje ich, przy­rów­nany będzie do męża głupiego, któ­ry zbudował swój dom na piasku. I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rze­ki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wiel­ki.

Pisz do nas: kontakt@tiqva.pl